12.1.12

Przystanek sto osiemdziesiąty ósmy


W nowym roku moja wena tak jakby z lekka przysnęła... 
Parę wolnych dni zmarnowałam na załatwianiu spraw różnych, filce w kącie się zdrzemnęły. 

Dzielnie natomiast dłubię moją kamizelę, mając wszelako nadzieję, że jej skończenie nie przyczyni się do jakiegoś nagłego mocnego oziębienia ...




Mówiąc szczerze, ja już o wiośnie myślę. No wiem, wiem, nawet połowy stycznia jeszcze nie ma, ale jednak z pewnością już bliżej niż dalej. Żeby nie wiem co, ja to WIEM :)

No i lęgną się mi w głowie różne nowe robótkowe pomysły, ale, jak wiadomo, od pomysłu do jego realizacji droga daleka, więc nie ma się czym na razie chwalić. Jak będzie czym, to nie omieszkam.

A tymczasem jak zwykle wyglądam weekendu i mam nadzieję na trochę światła dziennego, które wenie twórczej i energii życiowej wybitnie sprzyja.




6 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale ja też mam takie złudzenie, jakby wiosna już nadchodziła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kamizelka będzie super.
    Pogoda jest jak humorzasta panna - nie przewdzisz, co w danym roku będzie :)Pamiętam,że latem wieszczono dłuuugą,mroźno-śnieżną zimę. U mnie na dobrą sprawę śniegu jeszcze nie było, bo warstewka czegoś, co w kilka godzin przemiany w błoto doznało chyba się nie liczy?

    OdpowiedzUsuń
  3. wygląda świetnie!U mnie też już tylko resztki śniegu i czekam na wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tutaj jeszcze nie spadl nawet jeden platek.

    OdpowiedzUsuń
  5. A weekend pod znakiem śnieżycy, przynajmniej u nas;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dajmy się zastraszyć meteorologom!
    Ja tam im nie dowierzam, nie martwię się z góry zapowiadanymi wichurami, śnieżycami i ulewami i... najczęściej wychodzi na moje :)

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu