3.1.12

Przystanek sto osiemdziesiąty siódmy



Nowy rok zaczęłam dość pracowicie, jadąc niespodziewanie do pracy o świcie pierwszego stycznia... Taka ta moja praca jest. Niby spokojna, żeby nie rzec nudna, aż tu znienacka potrafi taki numer człowiekowi wykręcić. Nie wiem czy z tym pierwszym stycznia to dobra wróżba, że pracowicie zaczęłam, czy raczej niedobra, że mi coś popsuć zdołało spokojne wolne dni, ehh... może bezpieczniej się będzie nad tym nie zastanawiać, co za różnica zresztą...

Ale pracowicie i owszem jest. Kamizela szara pnie się radośnie w górę, aż się sama sobie dziwię, chyba bardzo mi się chce wełnianej kamizeli :)




Powiecie co za oryginalny pomysł, żeby połączyć dwa odcienie szarości, ot tak po prostu pasami, hmmm ...

Kurcze no czy to moja wina że przy tym cholernym braku światła dziennego nie zauważyłam że mam w jednym worku dwa odcienie - niby kolor ten sam, ale inny numer tak zwanej partii ...

Przeleżała się ta wełna ze sto lat w mojej szafie, to i zapomniałam o tym, a może nigdy tego nie zauważyłam? 

W każdym razie w sztucznym świetle nic a nic nie widać. Za to w dziennym i owszem, nawet bardzo.

Najpierw się zdenerwowałam, bo oczywiście zauważyłam to pod koniec drugiego pasa, więc stawka o prucie była dość wysoka. 

No  a potem, przejrzawszy resztę motków, stwierdziłam że brnę w to dalej. 

Nie ma mowy żebym coś miała pruć, tyle się na warkoczowałam! Zresztą zwyczajnie mogłoby mi zabraknąć wełny, gdybym zdecydowała się na jeden odcień. 

No to robię dalej, a zwłaszcza dobrą minę do złej gry...

Jakoś to będzie. 

Dokładnie zresztą jeszcze nie wiem jak, bo ciasno opięta na Mańce, wymagać będzie jakiejś szerokiej listwy z przodu, bo nie bardzo mam ochotę być aż tak w niej opięta. Coś wykombinuję. Chodzi mi po głowie pomysł szerokiej listwy w pasy z lewych oczek, tak jakby ściągacz, tylko nie ściągacz :)
Ale nie wiem czy się nada. Najpierw skończę tak zwany korpus, a potem będę myśleć. 

Załapałam się na kilka wolnych dni, ręce mnie świerzbią do filców, zobaczymy czy się uda. Na razie spełniłam obietnicę i wykonałam poncho numer dwa. Miało być takie samo jak poprzednie, starałam się naprawdę, trochę wbrew sobie, bo nie znoszę robić dwa razy takich samych rzeczy. No ale obiecałam to obiecałam. Suszy się na Mańce. Jutro zobaczę co z niego wyszło. A potem w świat.

Macie tak samo? Męczy Was powtarzanie tego samego? Mnie okropnie. Może to wiąże się trochę z tym, że nie lubię robić według podanych na tacy wzorów. Czyli trzymać się przepisu. Niby on przecież mój ten wzór, ale też nie lubię. I tyle. 

Taki ze mnie wolny ptak. Ot.

4 komentarze:

  1. Niezamierzony a jaki ciekawy efekt

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym poleciała tym ciemnym kolorem aż nad biust i tylko górną część znowu zrobiła jaśniejszym kolorem, ale to dlatego ze ja z natury nie przepadam za pasami. Sweter zapowiada się hmhmhm warkocze są suuuuuuuper

    OdpowiedzUsuń
  3. Męczy , ach męczy:) Tyle,że jak mam prosty ścieg np. podwójny ryż i robię go bezmyślnie to mi z tym dobrze póki palce nie rozbolą;) Takie niemyślenie wpływa na mnie kojąco. Jak skończysz kamizelkę, to może zima przyjdzie, chociaż właściwie wcale za nią nie tęsknię:)A jak Cię pasy szaro różne wkurzą ostatecznie to ufarbuj wszystko po całości:0 Przecież Ty jesteś specjalistka od farbowania wełenki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. 3nereida: będę sobie powtarzać, że ciekawie, może jakoś polubię :)
    Anna, już za późno, kończę trzeci motek, cała będzie musiała być pasiasta. Nic to, w tym wypadku przyda się ten zimowy niedobór światła dziennego, nie będę tych pasów zauważać i już!
    Kaprysiu, jak tak mnie straszysz zimą, to może ja tej kamizeli nie będę wcale kończyć ???

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu