11.3.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty szósty


Dziś u mnie będzie kolorowo.
Najpierw obiecane fotki skończonej już jakiś czas temu bransoletki:





A teraz najnowsza koralikowa wyplatanka, kolejna bransoletka :)





Tak mi się trochę poszalało z naszywaniem ozdóbek, oczywiście zgodnie z moją twórczą zasadą, do końca nie wiedziałam jak ta bransoletka będzie wyglądać. Oj, przydają się teraz takie różne zapasy koralików i kamyczków, co to już myślałam że po co sobie kiedyś tyle nakupiłam. Ot i proszę, niczemu się nie damy zmarnować, wszystko się kiedyś przydać może :)

A tymczasem zaczęłam już kolejną bransoletkę, stanę się miłośniczką bransoletek czy co?




Jeszcze nie wiem jaka będzie. Pokażę jak będzie gotowa...

A ten szal zrobiłam w ubiegły weekend, baaardzo on wyszedł cieniutki i zwiewny, aż się zakochałam w przejrzystych jedwabnych szyfonach i postanowiłam iść tą drogą dalej ...



Dzisiejszy szaliczek trochę mniejszy i mniej zwiewny, ale jakoś nie miałam siły na nic dużego. Zdjęcia jakieś nieszczególne mi wyszły, słoneczko świeciło i trochę mi te kolorki skontrastowało. Jest trochę spokojniejszy, nie aż taki jaskrawy.




Dziś się długo zastanawiałam za jakie kolory się wziąć, wygrały te bordo i róże, chyba głównie przez to, że szaliczek był niewielki. Czeka na mnie jeszcze taki jeden bardzo apetycznie rudo-pomarańczowo -żółty, baaardzo słoneczny, aż się doczekać nie mogę następnego turlania :)

A w ogóle to huraaaa, wiosna jest, nareszcie! Nareszcie światło dzienne wróciło, poprosimy jeszcze trochę więcej ciepła, żeby krokusiki i hiacynty się nie bały wyleźć z ziemi, bo listki już dawno gotowe!

Pierwszy raz chyba nie będę miała tej wiosny kwitnących ciemierników, bo kiedy jeszcze śnieg leżał, a one tak pięknie spod śniegu wystawały, moje osobiste stado czarnych kudłatych słoni przeleciało się przez grządki i poszarpało wszystko co się do poszarpania nadawało...
Ehhh, szkoda gadać, już nie wiem czy mam siłę walczyć ze słoniami. Może po prostu kupię sobie doniczki i powsadzam w nie to co mi jeszcze w ogródku zostało?...


5 komentarzy:

  1. Ten biały szal przepiękny. Malowałaś dodatkowo jedwab, czy te szare pasma , to tez filc? Rozbransoletkowałaś się faktycznie na całego:) Pozdrawiam ciepło i wiosennie, chociaż dla mnie wiosna , to dopust boży;) Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalik był w ciemne kropy i mazaje, ja dodałam trochę swoich, takie niby gałązki to wełna jest. Lubię tak dokładać swoje trzy grosze do istniejącego wzoru, wtedy się wszystko miesza i plącze :)
      A ja uwielbiam wiosnę, choć właśnie witam ją zagrypiona po uszy ... odściskuję :)

      Usuń
  2. Takie równiutkie te koraliki. Ja się ostatnio z nimi bawiłam dwa lata temu. Brak mi totalnie czasu.
    Szal białawy w moich tonacjach. Skąd wzięłaś tak cudownie poplamiony jedwab. Całość cudowna. Ten drugi też piękny.

    OdpowiedzUsuń
  3. No faktycznie trafił mi się śliczny szaliczek w mazaje, efekty wychodzą nieprzewidziane :) A na koraliki ja niby też nie mam czasu, ale jak się człowiek uprze ...

    OdpowiedzUsuń
  4. piekne szale...jestem pod wrazeniem..pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu