25.6.12

Przystanek dwieście piąty


Dziś mój przystanek będzie w kolorze pomarańczowym :) 

A to za sprawą najnowszej koralikowej bransoletki, oraz konkursu do którego postanowiłam ją zgłosić. Konkurs wypatrzyłam przypadkiem, a że akurat miałam pomarańczowe koraliki "na warsztacie", to pomyślałam sobie że co mi tam, spróbuję.

To mój pierwszy tego typu konkurs, bo ja w zasadzie nie lubię nigdzie się zgłaszać, ani robić coś na czas, ani też pod jakiekolwiek dyktando, ot taka wada genetyczna :)  Trzymajcie kciuki :)

A oto i ona, czyli moje Pomarańczowe Lato:







Dodam tylko, że ogromnie lubię pomarańczowy kolor, chyba jeszcze z czasów kiedy nosiłam się na rudo, znaczy farbowany lis ze mnie był. Kto wie zresztą, czy jeszcze do tych rudości nie wrócę. W każdym razie, kiedy tylko wpadnie mi w oko jaki rudy czy pomarańczowy kamyk, albo włóczka, natychmiast muszą być moje :)

A propos włóczek. Przyznaję się bez bicia, że przeglądanie zapasów idzie dość opornie. To znaczy samo przeglądanie może nie, ale kiedy już mam zdecydować, że coś idzie do odstrzału, to nagle wszystko wydaje mi się szalenie przydatne, wręcz niezbędne ...

Ostatnio zajrzałam jednak do moich zapasów włóczek bawełnianych i, wiecie co? ... Mam przecudne bawełny! Mam i nie dam za żadne skarby! Niektóre jeszcze w takich wielgachnych motkach, jak to kiedyś sprzedawano polskie bawełniane włóczki, łódzkiej "Ariadny" chyba (taka fabryka była). Ale jakie cudne kolorki mniam mniam. Nie zaglądałam do nich od czasu przeprowadzki, to już prawie 6 lat będzie, a teraz odkryłam je na nowo! Poprzewijam je sobie na maszynce w śliczne kłębuszki i będę kombinować co by tu z nich (kiedyś) udziergać. A póki co, będę sobie oczy nimi cieszyć. I o, tyle moich porządków!

Nieee, no nie wycofuję się z odgracania, nawet mam już parę włóczek obfotografowanych, założyłam już sobie nawet specjalne miejsce w sieci, jak zbiorę tam trochę ich więcej, to pokażę. Ale to trochę potrwa, no bo jakoś niespieszno mi idzie...

No miałam jeszcze pokazać mój ostatni szal, ale może tylko zanęcę, bo on niezupełnie tu pasuje, skoro miało być pomarańczowo:



O, nawet jest kawałek rudej niteczki, no to znaczy, że się nawet załapuje :) Na całość zapraszam na następny przystanek. Już za kilka dni :)

13 komentarzy:

  1. Wygrasz w cuglach:) Wyszło świetne i ten kwiatko-motyl na środku bardzo udany:)Mnie do porządków nikt nie zapędzi, oj nikt;)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etam, wygrać to nie wygram, ale choć małe wyróżnionko jakieś by było, to humorek się poprawi :)
      Porządki rzecz głupia, ale ile fajnych rzeczy można znaleźć!

      Usuń
  2. Pięknie wykonana, choć przyznam szczerze, że tonacja poprzedniej jest mi znacznie bliższa. Zawsze mówię, że jestem kolorystycznie depresyjna. Powinnam jednak nosić w ciepłych pomarańczach, bo jestem typową jesienią.
    Czekam niecierpliwie na tą pomarańczową nitkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, i to dopiero będą wariackie tonacje!
      Ja chyba kiedyś też byłam kolorystycznie depresyjna, ale ostatnio jakoś mi weselej. Starość ? ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. No zobaczymy jak to będzie ...

      Usuń
    2. To się okaże. Ale kciuki trzymaj trzymaj :)

      Usuń
  4. Tworzysz cuda powodzenia w wyzwaniu

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne, fajne, a jakies niebieskie, albo bezowo-brazowe?

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie jest normalne, żeby mieć tyle cierpliwości, żeby taką bransoletę udziubać!

    OdpowiedzUsuń
  7. jak bendom to fajosko (kurde, Czesia zapomniałam chyba)

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu