7.6.12

Przystanek dwieście trzeci

Dziś dokonałam rzeczy niewiarygodnej! Będzie ze mnie dumna Siostra moja bliźniaczka, oraz Synek, który obdarował mnie na Dzień Matki książką mądrą. I tam stoi napisane, między innymi oczywiście, że odgracanie to wspaniała sprawa jest. Ja już od dawna o odgracaniu myślę, ale kroczkami niespiesznymi się w tym kierunku posuwam, bo do rzeczy przeróżnych przywiązana jestem strasznie.

Jeszcze zanim książkę dostałam, zrobiłam dogłębny remanent w nie noszonych ciuchach i udało mi się garderobę przeczyścić dość radykalnie. Aż doszłam do szafy wypchanej po brzegi moimi włóczkami ...
Oj, fotki tu nie będzie, bo aż wstyd się przyznać ile tego mam. No dużo ich, dużo...

Przeleżał się stosik woreczków pełnych włóczek z szafy wyciągniętych, przeleżał się ze trzy tygodnie, aż dziś mnie wzięło na odwagę i postanowiłam je przejrzeć. Z zamiarem pozbycia się, oczywista.

Ciężka to była praca i mozolna. Pierwszy etap trwał trzy minuty, po których to trzech minutach wyszłam z garderoby mówiąc głośno że nie ma mowy, żebym się czegoś miała pozbyć. Za bardzo je wszystkie kocham!

Po pół godzinie poszłam tam znowu i przejrzałam metodycznie woreczek po woreczku.
Ojej, jakie ja mam piękne włóczki różne! No, ale nie wiem właściwie, po co mi pięć różnych odcieni bordo i buraczkowego? Albo co miałam zamiar zrobić z takiej niby szenili z dwóch nitek w różnych kolorkach złożonej, skoro nie przepadam za melanżami?
Albo - po co kupiłam ze trzy czy cztery włóczki w kolorze ecru, skoro nie jest i nigdy nie było mi w nim do twarzy?

I tak po kolei, porozkładałam te moje skarby na trzy kupki, jedna taka że nie ma mowy, żebym się pozbyła, druga taka że i owszem, czas najwyższy, a ta trzecia do przemyślenia.
Worki przemieszczały się co jakiś czas pomiędzy kupkami, bo albo zdążyłam pożałować, albo postanowiłam bohatersko że się pozbywam, ale w końcu udało mi się etap decyzyjny zakończyć!

Jestem z siebie dumna i blada, bo to był naprawdę najtrudniejszy etap. I tak nie wiem, czy jeszcze nie wyszarpnę rozpaczliwie jakiegoś woreczka ze stosiku do pozbycia. Ale i tak już jestem bliżej niż dalej.
Teraz tylko poważyć, opisać i wystawię je chyba na allegro. Może jeszcze nie teraz, może bliżej jesieni, bo to głównie wełny i mieszanki z wełną są,  a teraz za ciepło i wszyscy szukają raczej cienkich włóczek bawełnianych, a moje zapasy bawełenek nie ruszone w innym pokoju w pudłach leżą, i póki co nie zamierzam do nich zaglądać...  ;P

A szybko temat zmieniając, pokażę radosny szaliczek który wykonałam ostatnio.



Tak jakoś mnie wzięło na soczyste kolorki, więc sobie poszalałam nieco :)

Melduję też, że cukierkowa bransoletka już gotowa:



Mogę się z czystym sumieniem zabierać za wykańczanie następnych, żeby nie mieć więcej niż powiedzmy pięć rozbabranych robótek koralikowych na raz :)

Wzięłam się więc za kończenie tej, która czeka już od kilku dobrych tygodni.
Pomysł miałam już w głowie od dawna. Odkryłam, że pięknie pasują do niej różyczki z pirytu.

Będzie więc bransoleta ze złotymi różami.

Na razie jest tak:

Ale oczywiście będzie jeszcze inaczej. Najbardziej lubię ten etap, kiedy mam gotowy już podkład i zaczynam wymyślać jak go wykończyć. Tu jeszcze wszystko się może zdarzyć... :)

Ale o tym już na następnym przystanku.

10 komentarzy:

  1. Piękny soczysty szaliczek, muszę jednak stwierdzić tak jak Ty przy włóczkach, że nie wiem do czego bym go założyła (mimo wszystko dobrze mi w zieleni).
    Ostania bransoletka obłędna, proszę nie dodawaj do niej nic. Nie widać aby róże były złote. U mnie w kompie są hematytowe i cudowne. Bransoletka też super minimalistyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam hematytowe, piryt toż jest, więc ma kolorek starego złota :)
      Co do minimalizmu, może następnym razem, mam w planach jeszcze jedna, wąską. Ta będzie na bogato, bo tak już sobie ją wyobraziłam, a na moją wyobraźnię nie ma rady :)

      Usuń
  2. Zgadzam sie co do bransoletki minimalistycznej!
    ale przede wszystkim, siostro (blizniaczko) - DOJRZALAS! Gratuluje i podsuwam jedyna rade - na radykalna wyrzutke potrzeba odpowiedniego nastroju i dojdzie do Ciebie on w formie hardego powiekszania stosu wyrzutkowego i ten nastroj pomoze Ci NIE przelozyc woreczkow po raz 25ty nazad do szafy...a jak wystawisz na allegro (albo choc pare tu) to bedziesz sie czuc TAK szlachetnie, ze prawie pekniesz (jak ja teraz, z dumy!). Wiec rada - sluchaj nastroju i nie odkladaj wyrzutki na pozniej a bedziesz wynagrodzona wielce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No doobra, doobra, pomyślę nad przyspieszeniem... ;-)

      Usuń
  3. Dużo włóczek? Oj, skądś to jakby znam ;) Ocieplenie ściany to się nazywa!
    Szaliczek pikny, hematytowa bransa też. W różowej podoba mi się wysztko oprócz koloru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, sama wiesz, że to z tej samej ściany ... :)

      Usuń
  4. Na pewno jest to jakaś jednostka chorobowa ;) Ale nie wypominam, bo jeszcze mi tu ktoś coś innego wypomni i dopiero będzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej nie ryzykować, a jednostkę to wszystkie dłubaczki mamy tę samą...

      Usuń
  5. Oj, jak ja dobrze to znam, rozdarcie duszy, tysiac watpliwosci itd....Taki stan dopada mnie przy zamianie rzeczy zimowych na letnie. Rozum krzyczy:pozbadz sie, juz w to od lat nie wlazisz! Serce:zostaw, przeciez pare lat temu slicznie w tym wygladalas!
    Ta z rozyczkami jest piekna!

    OdpowiedzUsuń
  6. szal sliczny...radosny i optymistyczny..przeciez lato idzie i na chlodne wieczory akurat,,,a segregacja mnie tez czekka...pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu