31.8.12

Przystankowa rozdawajka numer dwa :)

No i stuknęło Przystankowi pięć okrągłych latek...

Okolicznościowych przemówień nie będzie, ale będzie obiecana rozdawajka :)

Co prawda miałam ufilcować Wam specjalny rozdawajkowy szaliczek, jednak przyznaję że moje tegoroczne wakacje nie sprzyjały radosnej twórczości. No więc postanowiłam rozdać jeden z ostatnich szaliczków, lekko szalony i bardzo słoneczny :)

Może dzięki niemu którejś z Was uda się zatrzymać trochę lata ...



Zasady te co zawsze. Kto ma chęć na szalony szaliczek, bardzo proszę niech zostawi tu komentarz.

Posiadacze blogów proszeni są o umieszczenie tam rozdawajkowego bannerka i zaproszenie  czytelników do mojej zabawy.

A kto bloga nie prowadzi, niech nie zapomni zostawić w komentarzu swojego adresu mailowego :)

Losowanie odbędzie się 15 września.





15.8.12

Przystanek dwieście ósmy


Wbrew pozorom, nie wyjechałam na egzotyczne wakacje, choć pora może by na to wskazywała. 

Ot, takie sobie przystankowe milczenie. Zdarza się. 

Porządki we włóczkach pogrążyły mnie najpierw w lekkim chaosie, a następnie zmusiły do porządków w innych dziedzinach mojego składownictwa. 

Oj, narobiło się z tego niezłe zamieszanie w domu!

Nie mam czasu tych porządków dokończyć, więc dom wygląda trochę jak po tajfunie... 

Ale są też i pozytywne dokonania. 

Po dwóch latach udało nam się nareszcie prawie dokończyć naszą kuchnię, czyli dokupić i powiesić na ścianie szafki i półki. 

Przez te lata zdążyłam się trochę już przyzwyczaić do pustych ścian i w związku z tym sporej wolnej przestrzeni w kuchni, ale jednak składowania kubków i szklanek na piekarniku, a wszystkich innych skorup w domowej graciarni, nie można nazwać wygodnym. 

No więc się wreszcie zmobilizowaliśmy, psychicznie i finansowo, no i dziś moja kuchnia wygląda już trochę bardziej cywilizowanie :)


Będzie jeszcze jedna szafka nad piekarnikiem właśnie, będzie też jakieś wieszadło na sto tysięcy kubeczków, i pewnie jeszcze jedna półka na słoiki z przyprawami, bo mam ich o wiele więcej niż widać :)


Jak widać styl rupieciarski mam we krwi, również w urządzaniu przestrzeni roboczych :)

No niestety, przyznaję się: nie przepadam za widokiem ciągu zamkniętych kuchennych szafek, choć na pewno bardziej praktyczne i łatwiejsze w utrzymaniu. U mnie musi być nastawiane i nawieszane. Tak już mam :)

A z innych dokonań minionego miesiąca, pokażę dwie bransoletki. Zdjęcia takie sobie, bo robione na kolanie. Kolorystycznym adwersarkom mojego ulubionego perłowego różu pragnę oświadczyć radośnie, że cukierkowa bransoletka natychmiast znalazła swoją przystań, mało tego: zamówione zostały następne w tym kolorze. Oto i one:





No co ja na to poradzę, widać róż nie jest aż taki odrażający, a mój gust aż tak wypaczony ;)

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś i obiecuję już takich przystankowych przerw nie robić.

Aha, dołożyłam trochę włóczek na kramiku, chętnych zapraszam TUTAJ

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu