21.10.12

Przystanek dwieście dziesiąty



Dzięki moim wielkim porządkom, oraz wirtualnemu kramikowi, udało mi się pozbyć nadmiarów zalegających dom włóczek.

 A jak myślicie, po co to wszystko? 

Ano po to, żeby wreszcie móc bez koszmarnych wyrzutów sumienia dokonać zakupu nowej, pięknej  włóczki, oczywiście! ...

Od dawna miałam ochotę na jakąś cieniowaną fajną włóczkę i na mały skok w bok od moich ulubionych brązów, beży, zgniłych zieleni i rudości. Trochę trwało zanim zdecydowałam się na zakup, ale w końcu mam :)

Kupiłam sobie Drops Delight w takich dość nietypowych dla mnie kolorkach:


Jak bardzo nietypowych, dowiedziałam się właściwie dopiero po otrzymaniu włóczki (no bo oczywiście zakup był internetowy), kiedy zobaczyłam ile w niej niebieskości...

Ja i niebieski? O rety ...
Będzie się trzeba lekko przestawić, no i jeszcze pokombinować do czego te niebieskości nosić, boż ja przecież nawet dżinsów w klasycznym kolorze nie posiadam ...

No ale pewnie zanim sobie coś z tego zrobię, to i zdążę coś wymyślić. 

Samo robienie próbek zajęło mi parę wieczorów, zanim postanowiłam, że sweterek będzie szydełkowy, a nie drutowy. No i będzie strasznie kombinowany. Część robiona normalnie, inna część z kwadratów, ot taki łatany i zszywany. Wszystko po to, żeby uniknąć pasków, które wychodzą z takich cieniowanych włóczek. U mnie takich zwykłych pasków nie będzie. Oczywiście, o ile mój zamysł się powiedzie :)

A to jeden z pierwszych kawałków mojego sweterka.



Ciąg dalszy będę po kawałku pokazywać. Mam już nawet trochę kwadratów, ale nie zdążyłam ich sfotografować, więc pokażę następnym razem.

Robota za szybko mi nie idzie, bo robię praktycznie tylko w drodze z domu do pracy, czyli w pociągu ...  Ot tak sobie właśnie postanowiłam. Mam dzięki temu dodatkowych 40 minut dziennie na robótki :)

A że ludzie się trochę gapią, to cóż... a niech się gapią!  Szydełka nie widzieli?

Poza włóczkowymi, wróciłam też trochę do robótek innego rodzaju. Z koralikowych pokażę na razie tylko kawałek takiej dość szalonej kolorystycznie bransoletki, którą zrobiłam według wzoru z książki, ucząc się przy okazji nowego koralikowego ściegu:




Mam skończoną jeszcze jedną, a trzy kolejne w robocie, więc w najbliższym czasie będzie trochę koralików na Przystanku.

No ale, co najważniejsze, wreszcie wróciła mi chęć do filcowania!..

Jeden przedłużony weekend i mam trzy nowe szaliczki.

Na czarnym jedwabiu ręcznie malowanym w kwiatki:





Drugi, granatowo - zielony:





A trzeci lekko odjechany, co ja poradzę, że czasem mam potrzebę sobie walnąć kolorkiem po oczach :D

Tu widać jak się robił:




A tu już gotowy:








A jak komuś za dużo kolorków, to sobie może go odwrócić na lewo :)


Jutro mam nadzieję na kolejną filcową niedzielę. Jaka szkoda, że tak ich mało w tygodniu ...











8 komentarzy:

  1. O w mordę jeża....... no zatkało mnie. cudne szale. Czarny najpiękniejszy. Przydałby mi się BARDZO na grudniową imprezę. Koraliki podziwiam za cierpliwość i z ciekawością czekam na kolejne fotki sweterka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu!
    A ja własnie z tego Dropsa zrobiłam czapkę i mitenki, i mam grubsze pasy:) tzn. urocza babeczka, nie ja:))
    Bardzo ciekawa jestem Twojego artystycznego sweterka!
    A szale, przepiękniste!!!!!
    oj, czy ja kiedys znajdę czas, by się tego nauczyc?
    Tak pięknie malujesz filcem i włóczką kwiaty, że aż...
    aż dech zapiera.
    A ile jeszcze możliowści przed Tobą!:)
    Pozdrawiam
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten czas... Ja też ciągle sobie myślę ile to jeszcze przede mną, wszystko można zrobić tylko kiedy ?... ehhh

      Usuń
  3. "Odjechany" jest świetny - lubię taką zabawę kolorami :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) Zwłaszcza że zawsze wychodzi mi inaczej niż planowałam ...

      Usuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu