Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

Przystanek sto dziewięćdziesiąty czwarty

Oto i obiecana sprawozdawczość z działalności koralikowej :)
Do ruloników utkanych z fioletowych koralików dołożyłam kilka fasetowanych turmalinów i wyszła bransoletka ...


A wcześniej jeszcze zrobiłam taką dość zwyczajną bransoletkę ze srebrnych rureczek szklanych, przyznaję bez bicia że ściągnęłam pomysł z książki od Mikołaja, którą chwaliłam się tutaj. Jakoś tak wpadła mi w oko i nie chciała się dać zapomnieć :)



Inna całkiem sprawa, że niekoniecznie ją będę nosić, bo jakoś tak ... za bardzo się błyszczy ... ;)
A tutaj robię następną, tak mi jakoś obrodziło w bransoletki :)


Haft koralikowy fascynował mnie od dawna, doprawdy nie mam pojęcia czemu dopiero teraz się za niego wzięłam....


Aha, już wiem, igieł cienkich nie miałam ...
:)))


Ta haftowana bransoletka będzie jeszcze przez jakiś czas się kluła i kluła, bo robię ją z głowy, więc odkładam, przyglądam się kolorom, czekam na światło dzienne, szukam odpowiednich koralików, myślę sobie co tu dalej będzie...  W tym tempie na chleb bym t…

Przystanek sto dziewięćdziesiąty trzeci

Koraliki mnie ostatnio prawie całkiem pochłonęły. Nie żebym całymi dniami nad nimi przesiadywała, choć gdybym mogła to na pewno godzinami bym siedziała. No ale. wiadomo, nie mam wolnego czasu.

Odkryłam jednak że mogę co dzień wieczorem podłubać przez pół godzinki. Niedawno kupiłam sobie dobrą lampę na biurko, więc pod warunkiem że wcześniej dobiorę kolory, mogę kroczek do przodu z koralikami zrobić. Żmudna to robota, oj żmudna. Ale fajna :)

I nawet łapy mi od trzymania igły nie drętwieją, a za to drętwieje mi od siedzenia pewna część ciała, więc urocze moje krzesełko prędzej czy później będzie musiało ustąpić miejsca czemuś bardziej wygodnemu ...

O koralikach jeszcze będzie później, a na razie pokażę mój filcowany szal z zeszłego tygodnia. Rozdwoić się kurczę nie umiem, więc rzucawka mnie przerzuca od jednego zajęcia do drugiego...
A przy filmie wieczorem na drutach pracowicie przerabiam przepiękny niedawno zdobyty moher w coś niby shrug, a trochę jakby szal w którym będą otwory na r…

Przystanek sto dziewięćdziesiąty drugi

Postanowiłam sobie, że się nie dam...
To prawda, nienawidzę zimy, a te mrozy doprowadzają mnie do szaleństwa, nie znoszę marznąć a jeszcze TAK marznąć!..
Ale co tam, już parę dni lutego za nami, jeszcze chwilka i się skończy. Nie dam się zastraszyć. Skoro już tyle zimy przetrzymałam bez deprechy to i to wytrzymam, a co :)
Na filce znów nie miałam dziś nastroju, jakoś za dużo pomysłów mi się kręci po głowie i w końcu nie wiem za co mam się zabrać. No to zgadnijcie za co się zabrałam ... 



Oj, oj, koraliki chodziły za mną od lat. Jako młode dziewczę coś tam sobie z koralików plotłam, więc wiedziałam że nie jest to trudne, tylko czasu i cierpliwości trzeba, no trochę trzeba, fakt...

Ale tak bardzo mi się podobają koralikowe ozdoby, że muszę się nauczyć!

Póki co, małe wprawki tylko, trochę bez ładu i składu z kolorami, ale to tylko takie najprostsze ćwiczenie.




Plecenie koralików to jedno, a haftowanie nimi to jeszcze inna parafia. Jeszcze bardziej mnie nęci ...


Zdążyłam sobie jeszcze w te…