29.3.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty ósmy


No to jedziemy z szaliczkami :)
Dziś pierwszy, taki jakiś hiszpański mi wyszedł, więc dałam mu na imię "Primavera".





25.3.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty siódmy


Żeby było inaczej niż zawsze, wiosnę przywitałam w tym roku koszmarną grypą. Znikłam na dwa tygodnie ze świata, pierwszego tygodnia właściwie nie pamiętam, bo głównie spałam, no a przez drugi tydzień dochodziłam powoli do siebie... 
Nie byłabym sobą, gdybym tego drugiego tygodnia nie wykorzystała dla prac ręcznych. Leżeć pod kołdrą już mi się nie chciało, za to zachciało mi się  d z i a ł a ć...

Ufilcowałam oczywiście parę szaliczków, ale pokażę je w następnym Przystanku, a dziś tylko taka mała zajawka:




Tyle mi się szaliczków uzbierało! Oczywiście nie wszystkie są grypowe, parę już pokazywałam, ale tak fajnie razem wyglądają, jak na jakim kramiku, nie mogłam się powstrzymać przed machnięciem fotki im wszystkim razem :)

W świecie koralików mały zastój, troszkę uplotłam, troszkę musiałam podpruć, znów troszkę uplotłam,  nieco potrwa zanim będę się mogła pochwalić jakimś konkretem, tymczasem więc tylko kolczyki pokażę, odgapione z pięknej książki "Cube bead stitching". Eh, ile tych pięknych książek chciałabym mieć, święty Mikołaj ma zapewnioną moją bardzo długą wish list, chyba do końca mojego żywota! 







Na pół-siedząco pół-leżąco, zakopana w koce na kanapie, wydrutowałam sobie wreszcie torbę do ufilcowania w pralce Od dawna miałam na to chrapkę, ale ponieważ chrapkę mam na sto tysięcy różnych rzeczy do zrobienia, ta torebkowa jakoś tak ciągle szła w zapomnienie.

Aż zajrzałam na bloga Zdzid i zachwyciłam się jej kolejną ufilcowaną drutową torebką. Zaraz złapałam się za druty, oraz pierwszą wełnę jaka mi wpadła w ręce, jasnoszary szetland, z którego w grudniu robiłam córci Czarnokoci sweter.

Druga wełna, ta kolorowa, to jakiś no name z dawnych zakupów na allegro, byłam na 100% że to czysta wełna, więc oczywiście nawet nie zrobiłam próbki.

No i tak wyglądała moja "torebusia" po udrutowaniu:


Fason najprostszy jaki mi przyszedł do głowy, bo chciałam po prostu zobaczyć co to właściwie wychodzi z tego pralkowego filcowania. Wymiary torebusia miała całkiem słuszne: 70 cm szerokości na 50 wysokości. 
No bo ja duża jestem i torebki też duże lubię :) 

Wrzuciłam toto do pralki, i po godzinie wyjęłam coś takiego, mając w pamięci wyczytaną na jakimś robótkowym forum radę żeby "przede wszystkim się nie załamać".


Nie załamał mnie nawet widok świńskich ogonków, w które zamieniły się moje eleganckie kolorowe torebkowe uszy...


 Ponaciągałam, wysuszyłam, pozszywałam, dodałam podszewkę i kieszonkę oraz suwak, podrasowałam trochę uszy i voilá:


Torebka ma teraz wymiary 30 na 60, czyli dalej jest duża, zamierzam wziąć ją jutro do pracy i zobaczyć jak się ją będzie używać. Kolorowa wełna okazała się, jak widać, nie do końca czystą wełną i sfilcowała się niezbyt chętnie, ale w gruncie rzeczy mi to nie przeszkadza. Daje natomiast pstryczka w nos tym co próbek nie robią, i już wiem że wełnę na następną torebkę na pewno przetestuję :)

Uszy mi wyszły trochę przydługie, a mają szansę jeszcze się wydłużyć, z uwagi na to że moja torba musi być typem "heavy duty", czyli zmieścić tam się musi pół świata oraz zakupy robione po drodze do domu. Ale nic to, uszy się przeszyje trochę bardziej do dołu i będzie ok.

Trochę bardziej mnie martwi jakość tego "upranego" filcu, wygląda na taki co się będzie mechacił, czyli torebka bardziej z tych "na jeden sezon". A, z drugiej strony, czy wszystko musi być na całe życie? Jak się zmechaci to sobie wydrutuję następną. I tak sobie pewnie następną szybko wydrutuję :)

Szukając dziś guzików, które miały maskować przyszycie torebkowych uszu, spędziłam ponad godzinę na zabawie guzikami. Pamiętacie te czasy, kiedy będąc małymi dziewczynkami wyciągałyście mamine guziki żeby się nimi pobawić? Uwielbiałam to!

Jako starsza młodzież często biegałam do pasmanterii i masowo wymieniałam sobie guziki ze starych  na nowe :)  Sama mam teraz niezły kosz pełen różnych guzików, dużych i małych. Moja mała panienka nie znosiła guzików, ani żadnych ubrań zapinanych na guziki, więc ominęła ją ta świetna zabawa. Za to ja się dziś pobawiłam jak za dawnych czasów ...


Koniec końców żadne mi do torby nie przypasowały, ale znalazłam parę fajnych kompletów, które na pewno mi się do czegoś niedługo przydadzą, oraz taki jeden Wielki Guzik, chyba od futra, który zawsze darzyłam ogromną estymą, ale do niczego mi się nie chciał przydać. Mam teraz pewien pomysł z dziedziny koralikowej, może wreszcie nadejdzie dla Wielkiego Guzika jego wyczekane pięć minut...


Ehh, a jutro kolejny poniedziałeczek i do pracy rodacy! Dobrze, że choć już w wiosennym rytmie i przy wiosennym słoneczku :) Czego i Wam życzę!


11.3.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty szósty


Dziś u mnie będzie kolorowo.
Najpierw obiecane fotki skończonej już jakiś czas temu bransoletki:





A teraz najnowsza koralikowa wyplatanka, kolejna bransoletka :)





Tak mi się trochę poszalało z naszywaniem ozdóbek, oczywiście zgodnie z moją twórczą zasadą, do końca nie wiedziałam jak ta bransoletka będzie wyglądać. Oj, przydają się teraz takie różne zapasy koralików i kamyczków, co to już myślałam że po co sobie kiedyś tyle nakupiłam. Ot i proszę, niczemu się nie damy zmarnować, wszystko się kiedyś przydać może :)

A tymczasem zaczęłam już kolejną bransoletkę, stanę się miłośniczką bransoletek czy co?




Jeszcze nie wiem jaka będzie. Pokażę jak będzie gotowa...

A ten szal zrobiłam w ubiegły weekend, baaardzo on wyszedł cieniutki i zwiewny, aż się zakochałam w przejrzystych jedwabnych szyfonach i postanowiłam iść tą drogą dalej ...



Dzisiejszy szaliczek trochę mniejszy i mniej zwiewny, ale jakoś nie miałam siły na nic dużego. Zdjęcia jakieś nieszczególne mi wyszły, słoneczko świeciło i trochę mi te kolorki skontrastowało. Jest trochę spokojniejszy, nie aż taki jaskrawy.




Dziś się długo zastanawiałam za jakie kolory się wziąć, wygrały te bordo i róże, chyba głównie przez to, że szaliczek był niewielki. Czeka na mnie jeszcze taki jeden bardzo apetycznie rudo-pomarańczowo -żółty, baaardzo słoneczny, aż się doczekać nie mogę następnego turlania :)

A w ogóle to huraaaa, wiosna jest, nareszcie! Nareszcie światło dzienne wróciło, poprosimy jeszcze trochę więcej ciepła, żeby krokusiki i hiacynty się nie bały wyleźć z ziemi, bo listki już dawno gotowe!

Pierwszy raz chyba nie będę miała tej wiosny kwitnących ciemierników, bo kiedy jeszcze śnieg leżał, a one tak pięknie spod śniegu wystawały, moje osobiste stado czarnych kudłatych słoni przeleciało się przez grządki i poszarpało wszystko co się do poszarpania nadawało...
Ehhh, szkoda gadać, już nie wiem czy mam siłę walczyć ze słoniami. Może po prostu kupię sobie doniczki i powsadzam w nie to co mi jeszcze w ogródku zostało?...


3.3.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty piąty


Udało mi się pstryknąć fotki szalikom z ubiegłego weekendu.
Pierwszy wyszedł na zdjęciu taki trochę kolorystycznie smutny, ale w naturze nie jest aż tak źle, bo jasne wzory na jedwabiu rozchmurzają go nieco.






A ten drugi jest za to mocno radosny. Jak wiosna to wiosna :)



Jest niewielki i cieniutki, zrobiłam go na szyfonowym szalu i zachował swoją przejrzystość. Ot, takie sobie wiosenne fru-fru :)

Sama jestem ciekawa na czym spędzę jutrzejsze niedzielne popołudnie, bo i szalowe mam plany, i koralikowe...



Tu w robocie kolejna bransoletka, poprzednią zapomniałam sfotografować, pokażę następnym razem, może już obie, kto wie. Ta powyżej jeszcze nie do końca obmyślona, no bo nie mogę przecież postąpić inaczej niż zwykle i sobie po prostu coś po ludzku wcześniej z a p r o j e k t o w a ć ...  ;-PP

Nie ukrywam, że dodatkową przyjemność sprawia mi porządkowanie moich skarbów...
Wychodzi ze mnie zodiakalna panna, co prawda nie za często wychodzi, ale czasem naprawdę widać że lubię się bawić w organizację otoczenia :)




No co ja na to poradzę, że nie lubię mieć koralików poupychanych w plastikowych woreczkach?
W fiolkach wszystko dobrze widać i poustawiać sobie ja można ładnie...

Jako mała dziewczynka numerowałam i spisywałam swoje książki, pewnie wiele z Was tak robiło, prawda? Później jako młoda dorosła pracowałam przez ładnych kila lat w bibliotece i bardzo tę pracę lubiłam. Książek co prawda już nie numeruję, ale jak widać, lubię mieć czasem wszystko ładnie opisane :))))

A tu mój dzielny pomocnik, który nochala wtyka zawsze w sam środek mojej pracy, no bo jak można zajmować się czym innym niż drapaniem pomocnika pod bródką?!