26.5.12

Przystanek dwieście drugi


Już za parę dni koniec mojej rozdawajki, no i macie trochę racji, że brak w niej filcowego szaliczka :)

Ostatnio jakoś filcowanie u mnie w odwrocie, ale obiecuję że następna będzie właśnie z szaliczkiem.

Może się uda na pięciolecie mojego bloga - 27 sierpnia ? Zobaczymy :)

A tymczasem, żeby nie było że nic nie robię, pokażę biżutkowy misz-masz, który wyprodukowałam w ostatni weekend. 

O tak to wyglądało w skrócie:



Jak widać, wszystkiego po troszku. 

A w szczegółach było tak:

Dawno, dawno temu nabyłam ceramiczne żółte korale.

Leżały sobie odłogiem, jak wiele innych, aż mnie naszło i skleciłam sobie parę tygodni temu  taki dość bałaganiarski naszyjnik. 


No a w ostatni weekend z pozostałych zrobiłam bransoletkę


i kolce

Ot taki słoneczny nie - komplecik :)

A potem skleciłam bransoletkę z lapis lazuli i hematytów



Drugą, z barwionego kwarcu i kosteczek marmuru


Następną,  z muszelek i koralików







 I jeszcze jedną, z agatów



A żeby nie było tylko bransoletkowo, zrobiłam sobie jeszcze dwie pary kolczyków






No i na tym mi zleciały weekendowe wolne godzinki :)

W koralikowym świecie kolejna zaczęta robótka...

Nie ma jak sobie pozaczynać i porozkładać na biurku przeróżne pudełeczka i tacuszki a w każdej inna zaczęta robótka!

No to przybyła jeszcze taka: nieduży kaboszonik z różowego kwarcu aż się prosił żeby go obrobić na cukierkowo :)



Bransoletka jeszcze nie skończona. Jak się zdoła dokończyć, to pokażę w całości, a póki co tylko kawałeczek.

Mam jeszcze w robocie większy kaboszon z kwarcu, tym razem bransoletka będzie haftowana i mniej cukierkowa. O tak się zaczyna:


No i kolejny kaboszon, tym razem jaspis, czeka na mnie a ja się do niego ślinię, bo bardzo, bardzo mi się podoba.

Na razie jest tylko przyklejony do podkładu, ale koraliki mam już mniej więcej dobrane, więc jak trochę podciągnę pozostałe pracki, to zaraz się za niego zabiorę ...



No, chyba wystarczy tych misz-maszów na dziś :)

Następne już zapewne niedługo.

No i wyniki losowania. Miło mi, że się wpisałyście. Aż mi troszkę szkoda, że nie dla wszystkich wystarczy prezentów...


19.5.12

Przystanek dwieście pierwszy



Jedną z wielu zalet naszej przeprowadzki na podwarszawską prowincję jest bliskość lasu. Nie jest ona co prawda aż taka wielka jakbym sobie życzyła, ale jednak mamy go o rzut beretem. No, może ten o jeden rzut beretem jest dość niewielki, ale takie prawdziwsze i większe lasy są też naprawdę niedaleko.

Właściwie nie mam pojęcia czemu nie zostałam leśnikiem, choć miałam taki pomysł swego czasu, w zamierzchłej młodości.

Kocham las. Mogłabym w lesie mieszkać. Uwielbiam jego ciszę i jego ciche odgłosy: szum i skrzypienie drzew, śpiew ptaków, szelest ich skrzydeł, pukanie dzięcioła...

Zamiast leśnikiem, jestem sobie takim domorosłym niedouczonym ornitologiem. Dlatego lubię zaglądać na Plamkę mazurka i polecane tam strony. Zachęcam i Was: dużo ciekawych opowieści o ptakach i wspaniałe zdjęcia!

Do dziś właściwie wierzę w to, że zdążę jeszcze w życiu przeprowadzić się do domku pod lasem i nasłuchać się tych leśnych głosów do woli.

W czasie leśnych "psich" spacerów często idę z głową zadartą do góry, wypatrując ptaka, który zaśpiewał gdzieś blisko, szukając kującego drzewo dzięcioła. No i co roku w maju nie mogę się doczekać głosu wilgi, oraz wieczornego śpiewu słowika. W tym roku już słyszałam oba!
Znacie ich głosy?

Głosu wilgi nie sposób pomylić z czym innym. Wśród śpiewu innych ptaków jest dla mnie jak dźwięk fletu, czysty, głęboki i niezwykle melodyjny. Wilgę udało mi się zobaczyć tylko raz jedyny w życiu, bo płochliwe są i kryją się wysoko w drzewach. No ale głos, głos się niesie daleko...

Tutaj możecie ją zobaczyć i posłuchać jej głosu. Piękny, prawda?

No a słowik, to zupełnie inna bajka. Jego śpiew najpiękniej brzmi w nocy, ale i w ciągu dnia nieraz udało mi się go usłyszeć. Znalazłam dla Was piękny jego koncert tutaj. Chyba żaden inny ptak nie śpiewa tak pięknie.

Ehh, rozmarzyłam się na amen. Jutro znów pójdę do lasu słuchać ptasich treli, maj jest naprawdę najwspanialszym miesiącem w roku...

A wracając z bujania w leśnych obłokach, pokażę Wam bransoletkę którą uplotłam na zamówienie mojej Córci. Niewielki kaboszonik z barwionej na jedynie słuszny ostatnio u mojej Panny turkusowy kolor obszyłam równie turkusowymi koralikami TOHO, a następnie dorobiłam do niego plecioną bransoletkę. Jej się podoba. To najważniejsze.



17.5.12

Rozdawajkowy wisiorek


Ametystowy wisiorek z mojej przystankowej rozdwajki zyskał już swoje "zawieszenie"  :)  

Zdjęcie  mi wyszło trochę nieostre, ale pokazuję je tu, żeby zachęcić amatorów blogowych słodyczy do udziału w losowaniu upominków. Zapisy w komentarzach pod poprzednim wpisem.


13.5.12

Przystanek dwusetny


No i proszę, udało mi się dobić jakiejś zupełnie szalonej liczby moich blogowych przystanków, kto by pomyślał. 

Z tej uroczystej okazji zaraz ogłoszę rozdawajkę, ale to za chwilkę. Najpierw postanowiłam załatwić zaległości, bo w końcu o nich zapomnę na amen.

Oto moje trzy kwietniowe szaliczki, ostatnie które zrobiłam, bo jakoś ostatnio mało zafilcowana jestem.









Wszystkie trzy cieniutkie, te dwa ostatnie wręcz przejrzyste, dzięki jedwabnemu szyfonowi, na którym je ufilcowałam.

Chwilowo kwiatki mi się nieco przejadły, łazi mi po głowie parę pomysłów bardziej geometrycznych, trochę wariackich połączeń kolorów, ale jakoś nic się nie wykluwa. Poczekamy, zobaczymy.

Do kwiatków zniechęciłam się też trochę w realu, czyli w naturze. Nie wiem jak Wam, to znaczy tym z Was które mają ogródki, mnie tegoroczna zima załatwiła większość moich bylinek na amen :(
Dopiero teraz wiem dlaczego tak lubiłam fotografować moje roślinki. Ot, mam dzięki temu jakąś pamiątkę, że miałam kiedyś piękne ciemierniki, zawilce japońskie, różowe sasanki, pięknego złotego wilczomlecza... ot można by tak sobie wyliczać i wyliczać. Zostały mi na szczęście liliowce i moje ukochane hosty, oraz peonia, która postraszona raz a dobrze, że wyląduje na kompoście, znów w tym roku będzie mi kwitnąć. Całe szczęście, bo jeszcze bym wpadła po uszy w ogrodniczą depresję...

Ale przyznać muszę, że mój zapał ogrodnika nieco przybladł. Może po prostu posiać wszędzie trawę i już?

No dobra, dosyć biadolenia, przejdźmy do czegoś przyjemniejszego.

Niniejszym ogłaszam przystankową rozdawajkę!

Oto trzy prezenciki dla Was:




Coś uplecionego:





Coś filcowego:



I coś haftowanego:

Ten ostatni, to kaboszon z ametystu, jest bardzo pięknie fioletowy, tylko zdjęcie trochę za ciemne.
Będzie wyglądał ładniej, bo zamierzam powiesić go na wstążce. Ale wstążka dopiero do mnie "idzie" pocztą. Jeszcze chwilka i będzie.

Mam nadzieję, że znajdą się chętni na te moje wyroby :)

W zabawie może brać udział każdy kto chce.

Blogerów bardzo proszę o umieszczenie u siebie tego banerka i linka do mojej rozdawajki, oraz oczywiście komentarza pod tym postem.




Nie-blogerzy proszeni są o komentarz oraz koniecznie o zostawienie adresu mailowego. Zabawa trwa do 30 maja, później losowanie. Fajnie byłoby gdyby każdy chętny napisał co chciałby dostać.

Lista zwycięzców 3 czerwca :)

1.5.12

Przystanek sto dziewięćdziesiąty dziewiąty

W ramach nadrabiania zaległości, pokażę dziś co mi wyszło z haftowanej bransoletki:







Mówiąc szczerze, jestem z niej całkiem zadowolona, jak na pierwszy raz wydaje mi się że wyszła nieźle. Ot, grunt to samozadowolenie :)

Napstrykałam trochę fotek ze szczegółami, więc je tu wkleję, a co mi tam!









Nie powiem, wciągnęło mnie na dobre. Żmudna to praca i powoli mi idzie, ale sprawia mi dużą przyjemność. Zwłaszcza jak już uda mi się coś skończyć ...

Tymczasem pracuję sobie nad kolejnymi bransoletkami, trzema na raz, bo inaczej u mnie być nie może. A to nie mogę dobrać kolorów, a to muszę poczekać aż mi się koncepcja wykluje,  więc mam zawsze coś kolejnego pod ręką na wszelki wypadek i tym sposobem po troszku wszystkie trzy idą do przodu. Jak któraś dojdzie, to oczywiście pokażę.

W filcach chwilowo mały przestój, ale mam przecież do pokazania zapasy z grypowego marca, więc tematów na następne przystanki chwilowo nie zabraknie.

A, jeszcze tak sobie myślę, że następny mój przystanek będzie cholernie jubileuszowy, więc chyba skuszę się i złamię moją dietetyczną zasadę "NO CANDIES" i ogłoszę jakąś malutką rozdawajkę, co Wy na to? Jeszcze nie wiem co to będzie, ale na pewno coś wymyślę :)