28.6.12

Przystanek dwieście szósty


No to czas pokazać ten mój najnowszy szal. Trochę mi inny wyszedł niż planowałam, ale w sumie to się cieszę, bo dosyć mi się podoba :)

Dwa razy do niego podchodziłam, po pierwszym wyszedł trochę mdły, same różowości były, więc pobiegałam po domu w poszukiwaniu czegoś do ożywienia smaku i znalazłam te kolorowe niteczki :)

Trochę pomogły, prawda?







Nie jest to szal na upalne lato, ale grubaśny też nie jest. Upalne lato zresztą póki co nie przychodzi, a ponieważ dzień już się zaczął robić coraz krótszy, to zdaje się że do jesieni nie tak daleko ...

Eh, to moja prywatna koncepcja, jestem z tych co widzą szklankę do połowy pustą, a na progu lipca przeczuwają nadchodzącą jesień. Całe życie tak mam, nic nie poradzę...

Urlop zdaje się spędzę głównie na porządkowaniu swoich skarbów, mam tego tyle, że aż strach. Sporo z nich powędrowało na kupkę do pozbycia się, więc w sumie jestem z siebie dumna :) Ale ile razy "ratowałam" z tej kupki jakąś włóczkę, to już nie będę się Wam przyznawać...

Z drugiej strony mam przecież nadzieję dożyć do emerytury, pomimo genialnych pomysłów naszego chwilowo miłościwie nam panującego, więc jednak jakiś zapasik na babcine kocyki i inne dłubadełka na pewno się przyda ...







25.6.12

Przystanek dwieście piąty


Dziś mój przystanek będzie w kolorze pomarańczowym :) 

A to za sprawą najnowszej koralikowej bransoletki, oraz konkursu do którego postanowiłam ją zgłosić. Konkurs wypatrzyłam przypadkiem, a że akurat miałam pomarańczowe koraliki "na warsztacie", to pomyślałam sobie że co mi tam, spróbuję.

To mój pierwszy tego typu konkurs, bo ja w zasadzie nie lubię nigdzie się zgłaszać, ani robić coś na czas, ani też pod jakiekolwiek dyktando, ot taka wada genetyczna :)  Trzymajcie kciuki :)

A oto i ona, czyli moje Pomarańczowe Lato:







Dodam tylko, że ogromnie lubię pomarańczowy kolor, chyba jeszcze z czasów kiedy nosiłam się na rudo, znaczy farbowany lis ze mnie był. Kto wie zresztą, czy jeszcze do tych rudości nie wrócę. W każdym razie, kiedy tylko wpadnie mi w oko jaki rudy czy pomarańczowy kamyk, albo włóczka, natychmiast muszą być moje :)

A propos włóczek. Przyznaję się bez bicia, że przeglądanie zapasów idzie dość opornie. To znaczy samo przeglądanie może nie, ale kiedy już mam zdecydować, że coś idzie do odstrzału, to nagle wszystko wydaje mi się szalenie przydatne, wręcz niezbędne ...

Ostatnio zajrzałam jednak do moich zapasów włóczek bawełnianych i, wiecie co? ... Mam przecudne bawełny! Mam i nie dam za żadne skarby! Niektóre jeszcze w takich wielgachnych motkach, jak to kiedyś sprzedawano polskie bawełniane włóczki, łódzkiej "Ariadny" chyba (taka fabryka była). Ale jakie cudne kolorki mniam mniam. Nie zaglądałam do nich od czasu przeprowadzki, to już prawie 6 lat będzie, a teraz odkryłam je na nowo! Poprzewijam je sobie na maszynce w śliczne kłębuszki i będę kombinować co by tu z nich (kiedyś) udziergać. A póki co, będę sobie oczy nimi cieszyć. I o, tyle moich porządków!

Nieee, no nie wycofuję się z odgracania, nawet mam już parę włóczek obfotografowanych, założyłam już sobie nawet specjalne miejsce w sieci, jak zbiorę tam trochę ich więcej, to pokażę. Ale to trochę potrwa, no bo jakoś niespieszno mi idzie...

No miałam jeszcze pokazać mój ostatni szal, ale może tylko zanęcę, bo on niezupełnie tu pasuje, skoro miało być pomarańczowo:



O, nawet jest kawałek rudej niteczki, no to znaczy, że się nawet załapuje :) Na całość zapraszam na następny przystanek. Już za kilka dni :)

9.6.12

Przystanek dwieście czwarty


No i w końcu postawiłam na "mini". Dorobiłam tylko rancik i umocowanie dla różyczek coby nie tańczyły za bardzo. Wygląda tak:




Nareszcie mam wolne moce przerobowe, mogę zabierać się za mój piękny jaspis, na razie mu tylko obszyłam brzegi i z grubsza zaplanowałam co będzie dalej.

A mniej więcej będzie tak:



Będę pokazywać po kawałeczku, bo zanosi się na dłuższą pracę koncepcyjną :)

No a żeby mi się w międzyczasie nie nudziło, zabrałam się za następny podkład koralikowy, tym razem w niezwykle radosnym kolorku. 

Fotka kiepska, bo robiona przed chwilą, po ciemku, usiłowałam przekonać mój aparat, że da sobie rady bez lampy błyskowej i chyba to jednak on miał rację ... ;-P



No i to by było na tyle moich osiągnięć. Filce leżą odłogiem i kwiczą, pomimo że mam zamówienie... Ehh, a może to właśnie dlatego... Co ja na to poradzę, że wolę tak raczej sobie a muzom tworzyć, a kiedy mam zrobić coś konkretnego, na co ktoś czeka, to moje osobiste natchnienie idzie w kąt i ani myśli wracać. Czy któraś z as też tak ma?

No nic, może jutro ... 






7.6.12

Przystanek dwieście trzeci

Dziś dokonałam rzeczy niewiarygodnej! Będzie ze mnie dumna Siostra moja bliźniaczka, oraz Synek, który obdarował mnie na Dzień Matki książką mądrą. I tam stoi napisane, między innymi oczywiście, że odgracanie to wspaniała sprawa jest. Ja już od dawna o odgracaniu myślę, ale kroczkami niespiesznymi się w tym kierunku posuwam, bo do rzeczy przeróżnych przywiązana jestem strasznie.

Jeszcze zanim książkę dostałam, zrobiłam dogłębny remanent w nie noszonych ciuchach i udało mi się garderobę przeczyścić dość radykalnie. Aż doszłam do szafy wypchanej po brzegi moimi włóczkami ...
Oj, fotki tu nie będzie, bo aż wstyd się przyznać ile tego mam. No dużo ich, dużo...

Przeleżał się stosik woreczków pełnych włóczek z szafy wyciągniętych, przeleżał się ze trzy tygodnie, aż dziś mnie wzięło na odwagę i postanowiłam je przejrzeć. Z zamiarem pozbycia się, oczywista.

Ciężka to była praca i mozolna. Pierwszy etap trwał trzy minuty, po których to trzech minutach wyszłam z garderoby mówiąc głośno że nie ma mowy, żebym się czegoś miała pozbyć. Za bardzo je wszystkie kocham!

Po pół godzinie poszłam tam znowu i przejrzałam metodycznie woreczek po woreczku.
Ojej, jakie ja mam piękne włóczki różne! No, ale nie wiem właściwie, po co mi pięć różnych odcieni bordo i buraczkowego? Albo co miałam zamiar zrobić z takiej niby szenili z dwóch nitek w różnych kolorkach złożonej, skoro nie przepadam za melanżami?
Albo - po co kupiłam ze trzy czy cztery włóczki w kolorze ecru, skoro nie jest i nigdy nie było mi w nim do twarzy?

I tak po kolei, porozkładałam te moje skarby na trzy kupki, jedna taka że nie ma mowy, żebym się pozbyła, druga taka że i owszem, czas najwyższy, a ta trzecia do przemyślenia.
Worki przemieszczały się co jakiś czas pomiędzy kupkami, bo albo zdążyłam pożałować, albo postanowiłam bohatersko że się pozbywam, ale w końcu udało mi się etap decyzyjny zakończyć!

Jestem z siebie dumna i blada, bo to był naprawdę najtrudniejszy etap. I tak nie wiem, czy jeszcze nie wyszarpnę rozpaczliwie jakiegoś woreczka ze stosiku do pozbycia. Ale i tak już jestem bliżej niż dalej.
Teraz tylko poważyć, opisać i wystawię je chyba na allegro. Może jeszcze nie teraz, może bliżej jesieni, bo to głównie wełny i mieszanki z wełną są,  a teraz za ciepło i wszyscy szukają raczej cienkich włóczek bawełnianych, a moje zapasy bawełenek nie ruszone w innym pokoju w pudłach leżą, i póki co nie zamierzam do nich zaglądać...  ;P

A szybko temat zmieniając, pokażę radosny szaliczek który wykonałam ostatnio.



Tak jakoś mnie wzięło na soczyste kolorki, więc sobie poszalałam nieco :)

Melduję też, że cukierkowa bransoletka już gotowa:



Mogę się z czystym sumieniem zabierać za wykańczanie następnych, żeby nie mieć więcej niż powiedzmy pięć rozbabranych robótek koralikowych na raz :)

Wzięłam się więc za kończenie tej, która czeka już od kilku dobrych tygodni.
Pomysł miałam już w głowie od dawna. Odkryłam, że pięknie pasują do niej różyczki z pirytu.

Będzie więc bransoleta ze złotymi różami.

Na razie jest tak:

Ale oczywiście będzie jeszcze inaczej. Najbardziej lubię ten etap, kiedy mam gotowy już podkład i zaczynam wymyślać jak go wykończyć. Tu jeszcze wszystko się może zdarzyć... :)

Ale o tym już na następnym przystanku.

3.6.12

Przystanek losowy :)

Zgodnie z zapowiedziami, losowanie się odbyło.

W losowaniu wzięły udział wszystkie osoby które zapisały się w przewidzianym terminie.

W losowaniu zastosowano metodę staroświecką, jako że moim zdaniem losowanie przy pomocy "random number generator" nie ma w sobie za grosz romantyzmu ani też nie powoduje ani odrobinki tego dreszczyka emocji :)



Staroświecka sierotka Marysia wyciągnęła te oto trzy losy:


Kaprysia otrzymuje coś uplecionego, Lapapillon czyli Eva z Serbii dostaje coś wyhaftowanego, a do Anety, zgodnie z jej życzeniem poleci filcowany kwiatek :)

Dziękuję Wam wszystkim za wzięcie udziału w zabawie, w sierpniu, zgodnie z obietnicą, główną rolę w następnej mojej rozdawajce odegra filcowany szaliczek. Zapraszam :)