Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2012

Przystanek dwieście szósty

No to czas pokazać ten mój najnowszy szal. Trochę mi inny wyszedł niż planowałam, ale w sumie to się cieszę, bo dosyć mi się podoba :)
Dwa razy do niego podchodziłam, po pierwszym wyszedł trochę mdły, same różowości były, więc pobiegałam po domu w poszukiwaniu czegoś do ożywienia smaku i znalazłam te kolorowe niteczki :)
Trochę pomogły, prawda?






Nie jest to szal na upalne lato, ale grubaśny też nie jest. Upalne lato zresztą póki co nie przychodzi, a ponieważ dzień już się zaczął robić coraz krótszy, to zdaje się że do jesieni nie tak daleko ...

Eh, to moja prywatna koncepcja, jestem z tych co widzą szklankę do połowy pustą, a na progu lipca przeczuwają nadchodzącą jesień. Całe życie tak mam, nic nie poradzę...

Urlop zdaje się spędzę głównie na porządkowaniu swoich skarbów, mam tego tyle, że aż strach. Sporo z nich powędrowało na kupkę do pozbycia się, więc w sumie jestem z siebie dumna :) Ale ile razy "ratowałam" z tej kupki jakąś włóczkę, to już nie będę się Wam przyznawać.…

Przystanek dwieście piąty

Dziś mój przystanek będzie w kolorze pomarańczowym :) 
A to za sprawą najnowszej koralikowej bransoletki, oraz konkursu do którego postanowiłam ją zgłosić. Konkurs wypatrzyłam przypadkiem, a że akurat miałam pomarańczowe koraliki "na warsztacie", to pomyślałam sobie że co mi tam, spróbuję.
To mój pierwszy tego typu konkurs, bo ja w zasadzie nie lubię nigdzie się zgłaszać, ani robić coś na czas, ani też pod jakiekolwiek dyktando, ot taka wada genetyczna :)  Trzymajcie kciuki :)
A oto i ona, czyli moje Pomarańczowe Lato:






Dodam tylko, że ogromnie lubię pomarańczowy kolor, chyba jeszcze z czasów kiedy nosiłam się na rudo, znaczy farbowany lis ze mnie był. Kto wie zresztą, czy jeszcze do tych rudości nie wrócę. W każdym razie, kiedy tylko wpadnie mi w oko jaki rudy czy pomarańczowy kamyk, albo włóczka, natychmiast muszą być moje :)
A propos włóczek. Przyznaję się bez bicia, że przeglądanie zapasów idzie dość opornie. To znaczy samo przeglądanie może nie, ale kiedy już mam zdecyd…

Przystanek dwieście czwarty

No i w końcu postawiłam na "mini". Dorobiłam tylko rancik i umocowanie dla różyczek coby nie tańczyły za bardzo. Wygląda tak:



Nareszcie mam wolne moce przerobowe, mogę zabierać się za mój piękny jaspis, na razie mu tylko obszyłam brzegi i z grubsza zaplanowałam co będzie dalej.

A mniej więcej będzie tak:



Będę pokazywać po kawałeczku, bo zanosi się na dłuższą pracę koncepcyjną :)
No a żeby mi się w międzyczasie nie nudziło, zabrałam się za następny podkład koralikowy, tym razem w niezwykle radosnym kolorku. 
Fotka kiepska, bo robiona przed chwilą, po ciemku, usiłowałam przekonać mój aparat, że da sobie rady bez lampy błyskowej i chyba to jednak on miał rację ... ;-P


No i to by było na tyle moich osiągnięć. Filce leżą odłogiem i kwiczą, pomimo że mam zamówienie... Ehh, a może to właśnie dlatego... Co ja na to poradzę, że wolę tak raczej sobie a muzom tworzyć, a kiedy mam zrobić coś konkretnego, na co ktoś czeka, to moje osobiste natchnienie idzie w kąt i ani myśli wracać. Czy…

Przystanek dwieście trzeci

Dziś dokonałam rzeczy niewiarygodnej! Będzie ze mnie dumna Siostra moja bliźniaczka, oraz Synek, który obdarował mnie na Dzień Matki książką mądrą. I tam stoi napisane, między innymi oczywiście, że odgracanie to wspaniała sprawa jest. Ja już od dawna o odgracaniu myślę, ale kroczkami niespiesznymi się w tym kierunku posuwam, bo do rzeczy przeróżnych przywiązana jestem strasznie.

Jeszcze zanim książkę dostałam, zrobiłam dogłębny remanent w nie noszonych ciuchach i udało mi się garderobę przeczyścić dość radykalnie. Aż doszłam do szafy wypchanej po brzegi moimi włóczkami ...
Oj, fotki tu nie będzie, bo aż wstyd się przyznać ile tego mam. No dużo ich, dużo...

Przeleżał się stosik woreczków pełnych włóczek z szafy wyciągniętych, przeleżał się ze trzy tygodnie, aż dziś mnie wzięło na odwagę i postanowiłam je przejrzeć. Z zamiarem pozbycia się, oczywista.

Ciężka to była praca i mozolna. Pierwszy etap trwał trzy minuty, po których to trzech minutach wyszłam z garderoby mówiąc głośno że nie m…

Przystanek losowy :)

Zgodnie z zapowiedziami, losowanie się odbyło.
W losowaniu wzięły udział wszystkie osoby które zapisały się w przewidzianym terminie.
W losowaniu zastosowano metodę staroświecką, jako że moim zdaniem losowanie przy pomocy "random number generator" nie ma w sobie za grosz romantyzmu ani też nie powoduje ani odrobinki tego dreszczyka emocji :)


Staroświecka sierotka Marysia wyciągnęła te oto trzy losy:


Kaprysia otrzymuje coś uplecionego, Lapapillon czyli Eva z Serbii dostaje coś wyhaftowanego, a do Anety, zgodnie z jej życzeniem poleci filcowany kwiatek :)
Dziękuję Wam wszystkim za wzięcie udziału w zabawie, w sierpniu, zgodnie z obietnicą, główną rolę w następnej mojej rozdawajce odegra filcowany szaliczek. Zapraszam :)