Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Przystanek dwieście czterdziesty drugi

No to teraz czerwoną pokażę. Najpierw w tak zwanym trakcie ...

A to już bardziej zaawansowany trakt ...


A tu już gotowa


i tu


  i tu...



Czerwień na zdjęciach wychodzi mi dziwnie, niekoniecznie tak jak naprawdę wygląda.

Taka trochę kosmiczna mi się wyszła ta bransoletka, mam chęć dać jej na imię Chaos.

Ale największy chaos to panował na moim biurku, kiedy robiłam obie bransoletki na raz ...



Niezły widoczek, prawda? 
Nic na to nie poradzę, zupełnie nie potrafię pracować poukładana. Muszę pracować w chaosie, wtedy mi lepiej. I naprawdę wiem, gdzie co leży w tym bałaganie...
Kiedy już myślę sobie, że ładniejszego kamienia niż poprzedni prędko nie znajdę (a tak sobie cichutko myślałam o moim ostatnim turkusie), to wtedy wpada mi w ręce coś naprawdę pięknego. 
No i wpadło!..
Kwarc taki. Pokażę go jak tylko fotkę pstryknę. Postaram się szybko.
A potem zaraz rzucam się do roboty. No chyba że nie zdążę przed Świętami. Zobaczymy.

Przystanek dwieście czterdziesty pierwszy

Doprawdy nie wiem, jak to się stało. Zaczęłam pracować przy czerwonej, a skończyłam białą ...





Nie, no nie martwcie się, czerwoną też skończyłam. Obie na raz skończyłam. Taka nowa sztuczka.

Dłubanie przy dwóch projektach jednocześnie jest całkiem zabawne.

A to mi zabrakło koralików do pierwszej, więc dłubałam przy drugiej, a potem światła dziennego nie było na świecie, więc nie mogłam dobierać odcieni przy drugiej, więc wróciłam znów do pierwszej. To całkiem niezły sposób!

Czerwoną też pokażę, ale dopiero jak ją obejrzy Agata :)

A tej już też nie mam.

Aż mi trochę żal.

Muszę szybko wymyślać następną.


Przystanek dwieście czterdziesty

Uwielbiam zaczynać nowe projekty, zwłaszcza kiedy jeszcze nie wiem jaki będzie efekt końcowy. Właściwie to nigdy nie wiem, bo choć zawsze coś mi się tam roi w głowie, to dopiero "po drodze" wymyślam szczegóły i często nawet zmieniam koncepcję. 
Tu kolorystyka jest już z grubsza ustalona przez taką jedną Agatę, więc tylko mogę se pokombinować z układem i kształtem :)
Co będzie, zobaczymy ...

Przystanek dwieście trzydziesty dziewiąty

Uff, skończylam...
Najpierw fotki takie troszkę wydumane,

i z bliska,
A teraz bardziej zwyczajne:





Dobrze mi się pstrykało, więc jeszcze parę pokażę. Tym razem Biała Dama:






Jak tylko zobaczyłam ten kamień, wiedziałam, że musi być mój i że będzie potrzebować niezwykłej oprawy. Może i z rudymi wyglądałby dobrze, ale wiem że w fiolecie mu naprawdę do twarzy :)

Oglądam inne turkusy i nie budzą takiego zachwytu. Ten naprawdę był wyjątkowy...









Przystanek dwieście trzydziesty ósmy

No to tak troszkę tylko zanęcę tym fioletem...



Nawet nieżle wygląda. Aparat co prawda trochę przekręca kolory, ale ogólnie klimat jest taki jak widać.

Pomimo weekendu, wydawałoby się wolnego, nie mam kiedy jej skończyć, pewnie uda mi się to w tygodniu, ale fotki końcowej to aż do następnego weekendu nie zrobię...
No ale na szczęście następny weekend już za 5 dni. Może dla odmiany będzie SŁONECZNY ?...








Przystanek dwieście trzydziesty siódmy

Tak mi doskwiera niekolorowość tej pory roku, że korzystając z weekendowego wyczekanego dostępu do dziennego światła,  pół wczorajszego dnia spędziłam zagrzebana w kamykach i koralikach. Mam oczywiście naszykowane grzecznie czekające na swoją kolej kamienie, z których już zaraz, za chwilkę będę robić kolejne projekty.

No ale wiadomo, że w życiu nie da się nic robić według planu.

No i zamiast stojących a właściwie leżących w kolejce kamieni, swoich pięciu minut doczekał się piękny, soczyście turkusowy plasterek... turkusu...

Chyba ten jego intensywny kolor mnie przyciągnął...


Jest naprawdę baaardzo apetyczny, aż by się go chciało schrupać.

Lęgnie mi się w głowie od jakiegoś czasu taki pomysł na cieniowaną oprawę kamyka. Wzięłam się więc wczoraj dziarsko do roboty i zrobiłam bransoletki pół. Okazało się, że była to ta łatwiejsza połowa.

Usiadłam nad koralikami i wybrałam sobie do drugiej połowy takie oto rudości i pomarańcze. Takie połączenie też mi się po głowie snuło od jakiegoś czasu…

Przystanek dwieście trzydziesty szósty

I znowu na czarno.  



Muszę się chyba troszkę kolorystycznie rozweselić, bo  ta listopadowa szaroburość za oknem mnie dopada i w środku! Nic to nowego, co roku mam to samo.

Ale właśnie sobie zdałam sprawę, że:

listopad już się prawie kończy,
grudzień jak zawsze przeleci jak szalony,
styczeń jakoś przetrzymam,
luty z definicji jest bardzo krótki,
no a w marcu...

w

marcu

już 

przyjdzie 

wiosna !!! 


No i tego się będę trzymać.




Przystanek dwieście trzydziesty piąty

Mamusia się wykazała i wyrobiła w czasie, i zdążyła wykonać na zamówienie Córeczki taki oto niewielki prezencik dla jej psiapsióły:



Miała to być bransoletka w stylu gotyckim, ja tam nie wiem, bo dla mnie gotyk nadal kojarzy się tylko i wyłącznie z pięknymi strzelistymi wieżami kościołów ;)

Projektowała Córeczka a moje tylko wykonanie.

Lubię takie wyzwania, lubię robić coś nowego, czego jeszcze nie próbowałam. Gdybym miała więcej czasu, to może poszalałabym trochę z formą, ale nie miałam, to i wyszło skromnie.

Ale nie powiem, temat mnie dość zainspirował, może ciąg dalszy serii nastąpi?..

Przystanek dwieście trzydziesty czwarty

Udało się powtórzyć fotki. Oto druga z gotowych bransoletek. Dziecko moje nazwało ją koronkową.






A mnie się już tęskni do kamulców, następna więc znów będzie pewnie kaboszonowa.

W międzyczasie dłubię na szybko prezencik dla córczynej przyjaciółki. Projekt trochę dla mnie nietypowy, jak się uda i jeszcze do tego zdołąm pstryknąć fotkę, to w następnym przystanku się pochwalę.

Jesień zaczyna już nas nieźle podwiewać, a mi zaczynają się marzyć filcowe szale. Ehh, jak tu pogodzić koralikowe dłubanki z filcowymi turlankami. A w dodatku szydełkowo-drutowe UFO-ki wołają o pomstę do nieba. Nie wspomnę już o tym, że w sobotę ufarbowałam sobie w orzechowych łupinach wielkie pasmo wełnianej czesanki i tak bardzo chciałabym zobaczyć jak wygląda uprzędzione...

Ehh, ja już chyba chcę na zasłużoną emeryturę. Koniecznie w małej chatce pod lasem. Coraz częściej to sobie wizualizuję, wizualizuję, aż w końcu tam się znajdę. Zobaczycie!




Przystanek dwieście trzydziesty trzeci

Ostatnio jakoś mniej ślęczę nad koralikami. Czy bardziej mi brak czasu czy natchnienia - kto  wie.
No ale mniej to nie znaczy wcale...
Ulęgły się dwie takie bardziej cukierkowe.
Jedną dziś pokażę, a fotki drugiej do poprawki idą, bo jakieś brzydkie wyszły, więc pokażę ją w następnym.
Tu bawiłam się czeskimi kafelkami i koralikami Fire Polish, które zaczęły mi się wreszcie podobać.


Rezultat taki jak widać, nie jestem jakoś bardzo zachwycona, no ale jest to jest :)






Jak widać, kolor różowy mi nie przechodzi. No co ja poradzę, lubię go i już :)

Na szczęście lubię też całą masę innych kolorków :)




Kolejka jak zawsze dłuuuga, już ona chyba nigdy krótsza nie będzie ...




Przystanek jesienny

Pamiętacie lato ?
Lato ciepło pachnące kwiatami w ogrodach i na łąkach...
Kocham letnie dzikie kwiaty, zwane przez niektórych łąkowymi chwastami.
Zbieramy ich zawsze całe bukiety w czasie weekendowych psich spacerów.









A potem przychodzi jesień.
Kto by rozpoznał w tych suchych resztkach lata tamte kolorowe roześmiane bukiety?..










Na szczęście wszechobecna nawłoć się jeszcze trzyma...

Tylko dzięki niej i dzikim słoneczniczkom nasz spacerowy krajobraz nie jest jeszcze całkiem ponury...
O tym ostatnim, jesiennym spacerku opowie wam też Mila, o tu: