14.4.13

Przystanek dwieście dziewiętnasty


No i proszę: okazuje się, że jednak wszystko co paskudne ma szanse się kiedyś skończyć ...
uff...

Co prawda do pełni słonecznego i upalnego szczęścia jeszcze daleko, ale światełko w tunelu już jest :)
No więc coraz mniej mam powodów żeby przynudzać o niemocy i braku weny, muszę to wziąć na serio pod uwagę ;)))

Nie udało mi się skończyć jeszcze tej bransoletki, ale pokażę tu kawałeczek "na zanętę". Co prawda fotka robiona wieczorem, nie do końce te kolory i jeszcze paproszki jakieś widać, ale co tam!
W następnym przystanku mam nadzieję pokazać całość. 
Oby tylko śnieg nie zaczął niespodziewanie padać ;-PP




Znowu będzie na złoto, ale nie tylko. Coś mnie te złotka opanowały ostatnio, ale to przecież nie moja wina, tylko kamyczków, które mi w ręce wpadają. Ten tutaj to turkus z pirytem. Długo czekał na swoją kolejkę. Ale myślę że będzie zadowolony. Dostał godną, nieco odjechaną oprawę :)

A ja już myślę za co tu się zabrać, kiedy go wykończę. Mam tych kamieni, oj mam. A pomysłów na nie też całą masę. Tylko siadać i dłubać. No to niedługo siadam ...





3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa jestem co z tego będzie pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie się zapowiada:)A u mnie nadal niemoc twórcza;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestes bardzo pracowita, pozdrawiam, ania

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu