Przystanek dwieście trzydziesty czwarty


Udało się powtórzyć fotki. Oto druga z gotowych bransoletek. Dziecko moje nazwało ją koronkową.







A mnie się już tęskni do kamulców, następna więc znów będzie pewnie kaboszonowa.

W międzyczasie dłubię na szybko prezencik dla córczynej przyjaciółki. Projekt trochę dla mnie nietypowy, jak się uda i jeszcze do tego zdołąm pstryknąć fotkę, to w następnym przystanku się pochwalę.

Jesień zaczyna już nas nieźle podwiewać, a mi zaczynają się marzyć filcowe szale. Ehh, jak tu pogodzić koralikowe dłubanki z filcowymi turlankami. A w dodatku szydełkowo-drutowe UFO-ki wołają o pomstę do nieba. Nie wspomnę już o tym, że w sobotę ufarbowałam sobie w orzechowych łupinach wielkie pasmo wełnianej czesanki i tak bardzo chciałabym zobaczyć jak wygląda uprzędzione...

Ehh, ja już chyba chcę na zasłużoną emeryturę. Koniecznie w małej chatce pod lasem. Coraz częściej to sobie wizualizuję, wizualizuję, aż w końcu tam się znajdę. Zobaczycie!




Komentarze

  1. Faktycznie koronkowa. Śliczna:)

    Ja tam do swojej emerytury, to raczej nie doczekam, ech;)))
    A potrzebowałabym zaraz, natychmiast. Marzenie ściętej głowy..
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za młoda jeszcze na tą emeryturę jesteś :>
    Bransoletka NIESAMOWITA!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz