Przystanek dwieście trzydziesty siódmy

Tak mi doskwiera niekolorowość tej pory roku, że korzystając z weekendowego wyczekanego dostępu do dziennego światła,  pół wczorajszego dnia spędziłam zagrzebana w kamykach i koralikach. Mam oczywiście naszykowane grzecznie czekające na swoją kolej kamienie, z których już zaraz, za chwilkę będę robić kolejne projekty.

No ale wiadomo, że w życiu nie da się nic robić według planu.

No i zamiast stojących a właściwie leżących w kolejce kamieni, swoich pięciu minut doczekał się piękny, soczyście turkusowy plasterek... turkusu...

Chyba ten jego intensywny kolor mnie przyciągnął...


Jest naprawdę baaardzo apetyczny, aż by się go chciało schrupać.

Lęgnie mi się w głowie od jakiegoś czasu taki pomysł na cieniowaną oprawę kamyka. Wzięłam się więc wczoraj dziarsko do roboty i zrobiłam bransoletki pół. Okazało się, że była to ta łatwiejsza połowa.

Usiadłam nad koralikami i wybrałam sobie do drugiej połowy takie oto rudości i pomarańcze. Takie połączenie też mi się po głowie snuło od jakiegoś czasu:




Niezłe, prawda?
Tak przynajmniej mi się wydaje.
Zaczęłam dziś nawet kawałeczek, jak widać na dole po prawej stronie, podłubałałam troszkę, popatrzyłam, znowu podłubałam, znowu popatrzyłam i ...

znów zaczęłam grzebać w koralikach...

Podoba mi się to połączenie kolorów, jest energetyczne bardzo, i może ożywiłoby nieco monotonię otaczającego mnie świata, ale ...  czegoś mi w nim brakuje.

A może po prostu nie do tego kamienia?...

Ten kamień chyba chce ... fioletów?..



A te ogniste rudości i pomarańcze może zostawię dla tego wariackiego jaspisu, albo dla biało- pomarańczowego agatu?


No i tak sobie spędziłam dziś ranek (wolny tralalala...) gdybając nad kolorami,
a moje miejsce do pracy wygląda tak:


A w trochę szerszej perspektywie nawet tak:


A w jeszcze szerszej to już nie pokażę, bo wygląda naprawdę strasznie.

Ale nic na to nie poradzę, że ja gdybam nad kilkoma projektami na raz, jedne rzeczy sobie leżą i czekają na swoją kolej, inne czekają aż mi się w głowie poukłada dla nich jakiś kolorystyczny plan, a jeszcze inne po prostu leżą i już!

Dlatego właśnie marzyłam zawsze o wielkim biurku. Myślę, że gdyby było jeszcze większe, to byłoby jeszcze bardziej zastawione, więc to jest AKURAT.

No i to by było na tyle jeśli chodzi o weekendowe wykorzystanie światła dziennego.

Ciąg dalszy nastąpi niewątpliwie.


Komentarze

  1. Jak pisałam szarzyzna mi też doskwiera.
    Też uważam, że turkus chce fioletów.
    Jaspis aż pali się w ciepłych barwach.
    Jeśli chodzi o mnie tra la la by nie przeszło. Mój Miłek nie wytrzymał by tego psychicznie. Najczęściej ja wrzeszczę a mąż go łapie. Tak samo było z innymi kotami.
    Co tam u psiaków? Nic nie piszesz?
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już widzę kota w moim królestwie szpargałów... Chyba bym nie przeżyła tego. Psy na szczęście są ponadto :)
      Już się zbiera Aronek do pisania, mieliśmy w domu psi szpitalik, ale już wychodzimy na prostą. Dzięki że zaglądasz.

      Usuń
  2. Zdecydowanie fiolet do tego turkusika bardzo pasuje. Czekam niecierpliwie na kolejne CUDO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, sama czekam co z tego będzie ...

      Usuń
  3. ten jasny filut cos robi temu turkusowi do chrupania, ze hej!! co do otoczenia to tylko sobie mysle, jak kopniesz raz noge od stolika, jak to wszystko bencnie to bedziesz miala roboty na 2 lata....wspaniale!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr, aż gęsiej skórki od tej Twojej wizji dostałam... Ty jakaś złośliwa dziś jesteś czy jak _... ;-PPP

      Usuń
    2. nie, to ortografia!! wspaniale mialo byc, ze te zasoby sa wspaniale, skrot myslowy straszliwy wyszedl, hrehrehre

      Usuń
    3. To jest Freud, Droga Moja Siostro, a nie ortografia ... ;))

      Usuń
  4. Aneczko, jestem fanką Twojego talentu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz