4.2.13

Przystanek dwieście siedemnasty


Weekend nie chce być dłuższy niż jest, mija mi piorunem, pewnie większości z Was też.
Jakoś coraz gorzej mi idzie dzielenie wolnych chwil na wszystko co bym chciała robić.
Trochę mi się udało poczytać, trochę popstrykać, podłubać szydełkowego wdzianka, no i w sumie niewiele więcej.

Z popstrykania mam nowe fotki niebieskiej bransoletki, może i są trochę lepsze niż poprzednie, robione na kolanie, ale tak naprawdę wiele się jeszcze muszę w tej dziedzinie dokształcić, ehh...

Kiedy - ja się pytam - KIEDY???





No i mogę już wreszcie pokazać skończoną moją drugą bransoletą haftowaną...






I jeszcze Was pomęczę szczegółami:






Trwało to troszkę, oj trwało. Sama dłubaninka, czyli haftowanie jest bardzo przyjemne, pomysł miałam na nią od razu gotowy w głowie. Ale jako osoba niezbyt cierpliwa (to brzmi jak żart, ale to nie żart), nie mogę zajmować ciągle jednym projektem, nudzi mi się :)

Tak więc haftowałam sobie pomalutku, trzy rządki na wieczór, potem mi się całkiem znudziło, więc odłożyłam bransoletkę na bok, w końcu zawsze coś tam jeszcze znajdzie się do roboty. A potem znów mnie naszło na haftowanie i wreszcie udało mi się ją dokończyć :)

Jeszcze jedną mam do pokazania, ale fotki w aparacie, więc pokażę ją w następnym przystanku.

No i oczywiście pozaczynałam już dwie następne, jedna z pięknym robaczywym koralem, a druga ze szmaragdowym kaboszonem z chryzokoli poprzetykanej żyłkami pirytu. Mmmm, już się nie mogę doczekać kiedy będę miała następną wolną chwilkę ...

O filce nawet nie pytajcie. Nie znudziły mi się wcale, nie, a nawet mam parę nowych pomysłów, ale ...
no jak tu podzielić te wolne chwilki???