14.4.13

Przystanek dwieście dziewiętnasty


No i proszę: okazuje się, że jednak wszystko co paskudne ma szanse się kiedyś skończyć ...
uff...

Co prawda do pełni słonecznego i upalnego szczęścia jeszcze daleko, ale światełko w tunelu już jest :)
No więc coraz mniej mam powodów żeby przynudzać o niemocy i braku weny, muszę to wziąć na serio pod uwagę ;)))

Nie udało mi się skończyć jeszcze tej bransoletki, ale pokażę tu kawałeczek "na zanętę". Co prawda fotka robiona wieczorem, nie do końce te kolory i jeszcze paproszki jakieś widać, ale co tam!
W następnym przystanku mam nadzieję pokazać całość. 
Oby tylko śnieg nie zaczął niespodziewanie padać ;-PP




Znowu będzie na złoto, ale nie tylko. Coś mnie te złotka opanowały ostatnio, ale to przecież nie moja wina, tylko kamyczków, które mi w ręce wpadają. Ten tutaj to turkus z pirytem. Długo czekał na swoją kolejkę. Ale myślę że będzie zadowolony. Dostał godną, nieco odjechaną oprawę :)

A ja już myślę za co tu się zabrać, kiedy go wykończę. Mam tych kamieni, oj mam. A pomysłów na nie też całą masę. Tylko siadać i dłubać. No to niedługo siadam ...





6.4.13

Przystanek dwieście osiemnasty



No cóż, nie da się ukryć,  że trochę się opuściłam w blogowaniu. A ponieważ obiecałam sobie kiedyś, że nie będę już narzekać na zimę i jej na mnie zły wpływ, to nawet nie mogę się porządnie wytłumaczyć ... ;-PP

No w każdym razie już kwiecień, więc na pewno jest lepiej niż było. Czyż nie?

Nie za wiele u mnie nowości, ale zawsze coś tam do pokazania się znajdzie.

Jak widać, koraliki nadal rządzą niepodzielnie.

Pierwszy wystąpi robaczywy koral, który tak bardzo mnie kusił i mamił, że musiałam coś z nim zrobić.




No i zrobiłam to:



Taka sobie bransoletka, fajnie wygląda do czarnych ciuchów. Przydałby się jakiś do tego akcencik na górę, np. kolczyki, ale póki co nie ruszyłam tematu.

Biała dama też lubi sobie założyć...




Miałam niedawno fajne spotkanie po latach, z pewną bardzo przeze mnie Ulubioną Panią. Tak nota bene, to była moja pierwsza Szefowa, sto lat temu, kiedy jeszcze byłam młoda i ruda jak Ania Shirley i , tak jak ona, głowę miałam pełną marzeń :)

No i postanowiłam coś udłubać dla tej mojej Bardzo Ulubionej Pani Ireny.
I akurat okazało się że mam śliczny delikatnie fioletowy plaster agatu.  Jakby czekał na taką właśnie okazję...

Powstała broszka.



Mam nadzieję, że czasem ją do czegoś przypnie :)

A trzecia rzecz, którą pokażę, jest jeszcze zupełnie inna od pozostałych.





I znów moje ulubione koraliki TOHO w kolorze starego złota, z których powstała kiedyś TA bransoletka z pirytowymi różami. Teraz wystąpiły w towarzystwie odkrytych przeze mnie niedawno ślicznych czeskich kafelkowych koralików.

Na pewno to nie ostatnie moje z nimi spotkanie :)

A do kompletu machnęłam jeszcze kolczyki i razem wyglądają tak:



Nie powiem, prezentują się na człowieku dość widowiskowo. Już mam zamówienia :)

A tak w ogóle to czekam jakiegoś przypływu sił witalnych, czekam i czekam i dalej czekam.
Ani słowa oczywiście o pogodzie nie wspomnę, ale kurczę, ILE MOŻNA!!!???

Na warsztacie (czyt. zabałaganionym biurku) mam ze trzy następne prace w tak zwanym trakcie, więc jest jakaś szansa, że się niedługo pojawię z jakimiś nowymi fotkami :)