20.5.13

Przystanek dwieście dwudziesty pierwszy


Kolejna, taka trochę letnia, wakacyjna bransoletka. 


Tak mi się pcha pod palce na klawiaturze nazwa dla niej: "Róże i kapryfolium", choć nijakiego kapryfolium tu nie widać. Kapryfolium znaczy wiciokrzew, a te moje niby kwiatki niekoniecznie podobne. Ale nazwa mi pasuje i tyle. Będąc młodym dziewczęciem romansidło jakieś czytałam o takim apetycznym tytule. I zapadło mi widać na lata...



Biała Dama kontenta, bo jej do karnacji pasuje :)



No a ja dalej kombinuje, parę dni wolnych może mi się uda niedługo skubnąć, to może bym skończyła jakiegoś UFO-ka, co to kilka ich mi na biureczku zalega od tygodni.

O, jak choćby te trzy robaczki, agaciki brązowe, na które już pomysł mam i nawet, jak widać, zaczęłam już z nimi zabawę, ale jakoś wzięło i stanęło w miejscu...


Może jak publicznie pokażę, to się jakoś wezmę i zmobilizuję ? No bo tak naprawdę to nie lubię jak mi tak parę zaczętych robótek na biurku zalega. Bałagan straszny i nie mam wolnych tacek na nowe pomysły...

No to powiedzmy że czuję się lekko zmobilizowana.

Się zobaczy ...






1.5.13

Przystanek dwieście dwudziesty


Śniegi przeszły już dawno do historii, a ja i tak nie miałam kiedy usiąść do mojej bransoletki, ani tym bardziej do pisania. Taki jakiś czas nienajlepszy ...

No ale w końcu jest. Nazwałam ją Golden Eye.








Oto jak mnie, miłośniczkę ładu i symetrii (no, z tym ładem to może ostatnio raczej miłość platoniczna jest), znosić zaczyna na manowce asymetrii i kusić artystycznym bałaganem. 

Tak naprawdę to zawsze mnie do takiego bałaganiku i nieładu ciągnie, tylko najczęściej moje wrodzone poczucie symetrii i porządku wygrywa. A ostatnio jakby mniej...

A kolorki? Okazuje się że lubię złotka! Kto by pomyślał...
Planów na złotka jeszcze parę mam.
Tak jak innych planów.
Planów to ja mam zawsze strasznie dużo...












Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu