23.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty ósmy



Tym razem wygrały zielenie...


Prawdę mówiąc, wygrały, bo musiały i tyle. Będą niedługo prezentem dla pewnej Cioci.


Mam nadzieję, że się Cioci prezent spodoba :)




Jak zawsze z radością odgruzowałam szklany kafelek po skończonej robocie, robiąc miejsce dla następnej dłubaninki.

Póki co, szaro-rudy jaspis czeka na zmiłowanie, a jeden z muszelkowych różowych prostokącików zyskał kompletną oprawę już w trakcie mojej zielonej roboty, bo nie mogłam się doczekać żeby zobaczyć kolorki razem :)



Jak widać, będzie to nad wyraz letnia bransoletka, ale kiedy będzie to nie wiem, bo to dopiero jeden z sześciu kaboszonów, a wiadomo jak fajnie robi się tę samą robotę po kilka razy. Ja w każdym razie za tym nie przepadam, więc będę musiała zmobilizować jakieś nadludzkie pokłady cierpliwości. Ale co tam, damy radę...

Tymczasem wzięło mnie na perełki, więc pogrzebałam sobie dziś trochę w moich przepastnych katalogowych szufladkach i trochę ich wyłowiłam.


Machnęłam sobie parę kolczyków z sopelkowych pereł biwa, które już tu widać gotowe, oraz bransoletkę której tu jeszcze w całości nie widać. Jutro sobie je założę na poprawienie humoru do pracy, ehh pierwsza część urlopu mi się właśnie skoczyła i już muszę wracać do kieraciku, a tak dobrze mi było w domu...

Wykopałam sobie też te piękne rude agaty, ale kombinowałam, kombinowałam i nic z nich nie wykombinowałam, więc będą musiały sobie jeszcze troszkę poleżakować.


A á propos leżakowania, to mój ukochany leżaczek będzie musiał przez cały lipiec na mnie czekać pusty (no chyba, że któreś z dzieci go zasiedli tymczasowo), o zobaczcie jaki biedny i smutny ...


No nic to, jakoś wspólnie przetrwamy ten lipiec, on i ja. Grunt że jest ciepło, huraaaaa...
Wiem, wiem, wszyscy narzekają na upały, bo nie ma czym oddychać i żyć się nie da, mnie też jest bardzo gorąco ale nikt ode mnie słowa skargi nie usłyszy bo...  pamiętacie jak okropnie zimno i ciemno jest zimą???  NO.


17.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty siódmy




Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym zrobiła coś po kolei i tak jak zapowiedziałam...

Grzebanie w zapasach kamyczków skończyło się niespodziewanym wytypowaniem do następnej robótki tego oto pięknego jaspisu:


Na razie tylko sobie leży przyklejony do podkładu, żebym mogła w każdej chwili rzucić się na niego z igłą i koralikami. Ale jeszcze nawet nie zdecydowałam się na kolory, Oczywiście że będzie i ceglasty i odcienie szarości. Ale póki co, czekam, aż mi się w głowie ten projekt poukłada.

Tymczasem nadszedł zamówiony piękny kaboszon z unakitu i zabrałam się za zamówioną bransoletkę w odcieniach oliwki. Tak wyglądało kiedy myślałam nad kolorami.


A tak jakiś czas później.


Oczywiście pokażę i ciąg dalszy, ale wszystko swoim czasie, rzecz jasna :)



12.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty szósty



Okazuje się że jednak drzemią we mnie resztki ambicji ;P
Publicznie obiecałam że się wezmę, to i się wzięłam.
Robaczki pasiaste mają swą oprawę. 
Proszszsz...







No nie będę tu udawać, że nie jestem zadowolona. Otóż  j e s t e m  z niej zadowolona. 

Wyszła dokładnie taka jaką chciałam, z tym że dodać tu muszę, że do końca nie wiedziałam dokładnie jaka ma być. Jeśli  te dwie tezy się komuś wydają sprzeczne, to bardzo mi przykro, ale obie są prawdziwe i tyle.

Na ręce wygląda bardzo fajnie, lepiej niż u Białej Damy, bo ona jakaś anorektyczna jest i wszystkie moje bransoletki są na nią przyduże. A na mnie są w sam raz!

Tak jak już kiedyś mówiłam, uwielbiam coś skończyć, bo zwalnia się miejsce na nową robótkę, któych w głowie mam całą masę.

A skoro już o miejscu mowa, pokażę Wam moje miejsce pracy. Okazja wielka, bo zrobiłam wreszcie porządek na biurku! Tak właśnie wygląda moje biureczko, kiedy jest na nim porządek. Uwierzcie mi, nie chcecie wiedzieć jak wygląda kiedy porządku nie ma...



Jak widać, robaczki leżały jeszcze niedokończone... A obok różowe cosie, oraz jeszcze jeden UFO-k. czyli słynny guzik od futra, który czeka na swoją oprawę. To se jeszcze poczeka...

Teraz na tapetę idą różowe cosie, oraz szykuje się szaro-ceglasty jaspis i oliwkowy unakit.
Fotki pokaże niebawem


11.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty piąty

Co robi osoba, która ma do skończenia tak zwane UFO-ki ? 

I która nawet już je zaczęła wykańczać...

i nawet publicznie obiecała, że niedługo je pokaże skończone?

Otóż ta osoba, korzystając z wolnego popołudnia

siada sobie przy swoim biureczku i...



 

Wpada na pomysł, że musi koniecznie zrobić czerwone kolczyki...

a potem, robi drugie czerwone kolczyki, bo wpadły jej w ręce takie faaaajne duże bigle ...


A potem sobie myśli, że dlaczego wszystkie miałyby być czerwone,

i robi kolejną parę, tym razem różową z tak zwanymi elementami...



A potem zachciewa jej się jeszcze takiej samej bransoletki ...



I kiedy już ma cały komplecik gotowy,


zaczyna się bawić kawałkiem filcu, który został z produkcji kwiatka  i właśnie chyba powstanie z niego jakaś kolejna bransoletka (w bliżej nieokreślonej przyszłości oczywiście)


a potem sobie przypomina, że od jakiegoś czasu siedzi w jej głowie taki jeden nieco odjechany pomysł, więc natychmiast zaczyna go realizować...


ale że ten pomysł składa się z kilku elementów, to sobie też na pewno troszkę poczeka na wykończenie...



No i teraz sami wiecie rozumiecie dlaczego nie pokażę na tym przystanku wykończonych agatowych pasiaczków ...

Ale nastąpi to już niebawem! Słowo daję.

A zachowanie, którego byliście świadkami w moim wykonaniu ma taką piękną nazwę:

p r o k r a s t y n a c j a.

Trudne słowo. Mój Synek najstarszy mnie nim kiedyś oświecił (ale spokojnie: o sobie mówił, o sobie...) i bardzo mi się ono spodobało. 

A to moje to z pewnością jest "prokrastynacja twórcza".
A przynajmniej, kiedy tak sobie mądrze powiem, od razu mi lepiej :)

4.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty czwarty



Słowo się rzekło, pokazuję co mam :)



Tylko tyle mam na razie, ale niedługo będzie więcej :)
Ale pokażę dopiero jak będzie gotowa.
Co mam nadzieję nastąpi niebawem ...


3.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty trzeci


 No cóż, tak ja było do przewidzenia, wyścig wygrał "Oczopląs" ;)


O wiele trudniej jest przecież wykończyć czekającego już od kilku ładnych tygodni UFO-ka, niż zrobić od początku do końca coś nie ujętego w planach :)

Jeszcze parę fotek:






I tradycyjnie niech zapozuje Biała Damulka:




Pasiaste agaciki "się robią", bo sama sobie nadepnęłam na ambicję i nie ruszę nic a nic nowego dopóki ich nie wykończę (albo one mnie :) Strasznie nie lubię takich długo leżących UFO-ków, choć mam ich na sumieniu całe mnóstwo w różnych dziedzinach.

Jutro może podrzucę fotkę pasiaczków "w trakcie". Jak się uda, oczywiście.

1.6.13

Przystanek dwieście dwudziesty drugi


Jestem w trakcie. Jak zawsze. Brązowe pasiaste robaczki ścigają się tym co poniżej.
Kto pierwszy dojdzie do mety, tego pokażę w całości w następnym przystanku :)



No to do następnego zobaczenia!