24.11.13

Przystanek dwieście trzydziesty ósmy



No to tak troszkę tylko zanęcę tym fioletem...




Nawet nieżle wygląda. Aparat co prawda trochę przekręca kolory, ale ogólnie klimat jest taki jak widać.

Pomimo weekendu, wydawałoby się wolnego, nie mam kiedy jej skończyć, pewnie uda mi się to w tygodniu, ale fotki końcowej to aż do następnego weekendu nie zrobię...
No ale na szczęście następny weekend już za 5 dni. Może dla odmiany będzie SŁONECZNY ?...








18.11.13

Przystanek dwieście trzydziesty siódmy

Tak mi doskwiera niekolorowość tej pory roku, że korzystając z weekendowego wyczekanego dostępu do dziennego światła,  pół wczorajszego dnia spędziłam zagrzebana w kamykach i koralikach. Mam oczywiście naszykowane grzecznie czekające na swoją kolej kamienie, z których już zaraz, za chwilkę będę robić kolejne projekty.

No ale wiadomo, że w życiu nie da się nic robić według planu.

No i zamiast stojących a właściwie leżących w kolejce kamieni, swoich pięciu minut doczekał się piękny, soczyście turkusowy plasterek... turkusu...

Chyba ten jego intensywny kolor mnie przyciągnął...


Jest naprawdę baaardzo apetyczny, aż by się go chciało schrupać.

Lęgnie mi się w głowie od jakiegoś czasu taki pomysł na cieniowaną oprawę kamyka. Wzięłam się więc wczoraj dziarsko do roboty i zrobiłam bransoletki pół. Okazało się, że była to ta łatwiejsza połowa.

Usiadłam nad koralikami i wybrałam sobie do drugiej połowy takie oto rudości i pomarańcze. Takie połączenie też mi się po głowie snuło od jakiegoś czasu:




Niezłe, prawda?
Tak przynajmniej mi się wydaje.
Zaczęłam dziś nawet kawałeczek, jak widać na dole po prawej stronie, podłubałałam troszkę, popatrzyłam, znowu podłubałam, znowu popatrzyłam i ...

znów zaczęłam grzebać w koralikach...

Podoba mi się to połączenie kolorów, jest energetyczne bardzo, i może ożywiłoby nieco monotonię otaczającego mnie świata, ale ...  czegoś mi w nim brakuje.

A może po prostu nie do tego kamienia?...

Ten kamień chyba chce ... fioletów?..



A te ogniste rudości i pomarańcze może zostawię dla tego wariackiego jaspisu, albo dla biało- pomarańczowego agatu?


No i tak sobie spędziłam dziś ranek (wolny tralalala...) gdybając nad kolorami,
a moje miejsce do pracy wygląda tak:


A w trochę szerszej perspektywie nawet tak:


A w jeszcze szerszej to już nie pokażę, bo wygląda naprawdę strasznie.

Ale nic na to nie poradzę, że ja gdybam nad kilkoma projektami na raz, jedne rzeczy sobie leżą i czekają na swoją kolej, inne czekają aż mi się w głowie poukłada dla nich jakiś kolorystyczny plan, a jeszcze inne po prostu leżą i już!

Dlatego właśnie marzyłam zawsze o wielkim biurku. Myślę, że gdyby było jeszcze większe, to byłoby jeszcze bardziej zastawione, więc to jest AKURAT.

No i to by było na tyle jeśli chodzi o weekendowe wykorzystanie światła dziennego.

Ciąg dalszy nastąpi niewątpliwie.


16.11.13

Przystanek dwieście trzydziesty szósty



I znowu na czarno.  




Muszę się chyba troszkę kolorystycznie rozweselić, bo  ta listopadowa szaroburość za oknem mnie dopada i w środku! Nic to nowego, co roku mam to samo.

Ale właśnie sobie zdałam sprawę, że:

listopad już się prawie kończy,
grudzień jak zawsze przeleci jak szalony,
styczeń jakoś przetrzymam,
luty z definicji jest bardzo krótki,
no a w marcu...

w

marcu

już 

przyjdzie 

wiosna !!! 


No i tego się będę trzymać.




Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu