7.6.14

Ani słowa, czyli Ania do Ani :)


Tak jak obiecałam w ostatnim przystanku, daję znak życia :)

Wspólnie z Rucianką przywróciłyśmy do życia nasze blogowe pogaduszki .

Jeśli macie ochotę, to do nas zajrzyjcie, będzie nam naprawdę bardzo miło :)

Będzie u nas trochę o tym i o tamtym, a czasem zupełnie nie na temat, bo przecież tematów do rozmów nam od lat -dziestu nie brakuje, oj nie ...


Zapraszamy :)








8.4.14

Przystanek nieczynny


No i przyszła ta chwila, kiedy zdecydowałam się na zamknięcie przystanku. 

Nie chcę, żeby tak sobie wisiał smętnie z coraz starszą, osamotnioną ostatnią notką i żeby wyglądał na zapomniany przez właściciela blog. 

Ogłaszam więc wszem i wobec, że nie jest to blog zapomniany, bo będzie mi się fajnie wspominać moje przystankowe pisanie. Będę tu  na pewno zaglądać też po to, żeby podczytywać Wasze blogi. 

Zostawię tu też informację dla tych, którzy zechcą gdzieś tam w wirtualnej przestrzeni odnaleźć do mnie drogę, jak już pojawi się znowu we mnie potrzeba stworzenia jakiegoś mojego kolejnego miejsca w sieci.

Dziś czuję, że dłużej przystanku ciągnąć nie mogę, bez wchodzenia w psychoanalityczne rozważania powiedzmy oględnie, że jego dotychczasowa formuła się wzięła i wyczerpała :)

Zatem:


I proszę tu mi nie marudzić, że nie będziecie wiedzieć co się u mnie dzieje, bo kto naprawdę będzie chciał, to się dowie :)

Tymczasem zapraszam do zaglądania na FB, gdzie będę nadal pokazywać co tam nowego wydłubię. Nie zamykam też zakładek z biżutkami i filcami, a nawet zamierzam je uzupełnić i na bieżąco prowadzić.

No i oczywiście pogonię trochę Arona, żeby pisał częściej swojego psiego bloga, bo leniuszek jeden ostatnio się trochę opuścił. Zaglądajcie tam czasem.

No to do zobaczenia w innym miejscu wirtualnego świata, kiedyś tam :)

5.4.14

Rozdawajka zakończona!






Dziękuję Wam wszystkim za udział w tej rozdawajce. 

Losowania jednak nie będzie :)

Każda z Was dostanie to co jej się spodobało. Tak sobie wymyśliłam, żeby podziękować za Wasz udział w mojej zabawie, ale też za to że tu często do mnie zaglądałyście.

Tak więc dla Agnieszki i dla Kalliope kolczyki (nie, nie po jednym, każda z Was dostanie dwa, obiecuję) a do Rucianki i dla Małgohy pofruną agacikowe naszjniki.

Mocio.pl również dostanie, co zechce, konkrety sobie dogadamy :)

To cudowne rozmnożenie rozdawajkowych nagród  wymagać będzie jednak ode mnie chwilki czasu, wybaczycie mi, prawda? Ale adresy pocztowe możecie już mi przysyłać, mój mail znajduje się na pasku z prawej strony. 







30.3.14

Na przystanku rozdawajka, czyli candy w Anusinie




Z okazji dwustu pięćdziesięciu przystanków 
dziś w Anusinie rozdawajka!

Prawdę mówiąc ta liczba mnie nieco przestraszyła, może już za dużo tego dobrego? Ta myśl kołacze się mi po głowie od jakiegoś czasu, kto wie, może dojrzeje...

Póki co, z okazji jubileuszowego przystankowego numeru, postanowiłam rozdać pośród moich czytelników trzy zrobione przeze mnie biżutki. 

Jeśli ktoś ma ochotę któryś z nich przygarnąć, niech weźmie udział w rozdawajce.

A do rozdania mam:

1. Kolczyki czarne ze złotymi elementami, 
dla tych co lubią minimalistyczne :)


2. Bransoletkę w niezwykle soczystych wiosennych kolorkach,
dla tych co lubią odjazdowo :)


3. Wisior z agatu w brązach, dla tych co wolą nieco spokojniej :)






Aby wziąć udział w rozdawajce, w komentarzu pod tym postem napisz który przedmiot chciałabyś wylosować.

Czas na komentarze do końca piątku, 4 kwietnia. W sobotę podam wyniki.








23.3.14

Przystanek dwieście pięćdziesiąty


Zmiana tematu będzie dość drastyczna :) 

No cóż, nic nie poradzę, że oprócz koralików mam jeszcze kilka (?) innych pasji, zainteresowań, albo nazwijmy to prosto z mostu: wariactw :)

Najczęściej wariactwa te niosą ze sobą tendencję do gromadzenia różnych związanych z nimi przedmiotów. Inaczej rzecz ujmując: RUPIECI (nie bójmy się tego słowa).

Przedstawiam Wam mojego najnowszego rupiecia, choć słowo "nowego" z pewnością nie jest tu właściwe:






Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem jak stary jest, ale na pewno swoje latka ma.
Jak widać, brak mu dwóch najważniejszych części, pedału oraz szpuli, bez nich nie będzie już nigdy niestety pracował.

Ale nie mogłam do nie przygarnąć. Jest naprawdę prześliczny. To piękne koło jest z metalu, reszta drewniana, pięknie toczona. Szkoda że nie jest kompletny, bo z pewnością był prawdziwym cacuszkiem. Ale i tak nim jest.

Tak naprawdę wypatrzył go w sieci i zdobył dla mnie mój Szanowny Małżonek ©©©

A ja zawsze myślałam że ma powyżej uszu moich różnych pasji, a tej zachłanności w gromadzeniu rupieci to już z pewnością.

Hmmm... Czyżby jednak nie ?...   :)

Kołowrotek dołączył do dwóch innych staruszków z mojej kolekcji. Czyżby to już była kolekcja?...





16.3.14

Przystanek dwieście czterdziesty dziewiąty


A tu wreszcie moje białe szaleństwo, czyli "lace crazy", ot tak ją sobie nazwałam :)



Biała Dama wydała się bardzo zadowolona, chyba jej pasuje do karnacji :)






Jak widać, miszmasz kompletny, bez ładu i składu. Bardzo mi odpowiada tego typu praca :D


Namęczyłam się trochę i napstrykałam, więc Wy się musicie trochę też namęczyć i naoglądać :)



Ostatnio wpadły mi w łapy takie śmieszne perły rzeczne w kształcie rozdeptanych mentosów, więc pewnie jeszcze z bielami i kremami nie skończyłam, bo już mi się do nich kleją łapki :)

Oraz też uprzejmie donoszę, że na kafelek wskoczył dziś nieoczekiwanie piegowaty jaspis zwany dalmatyńczykiem, i on będzie (być może) bohaterem następnego przystanku. O to i on:


No to do następnego :)

Przystanek dwieście czterdziesty ósmy



Uff, co za ulga! 

Skończyłam zielonego UFO-ka!

Biała dama mogła wreszcie dziś zapozować w nowym gadżeciku :)




Z tej radości napstrykałam sobie trochę fotek. 




Och, jak to dobrze odrobić zaległe lekcje...



Przy bliższym poznaniu kamyk okazał się być jaspisem unakitem, a nie serpentynitem.

Zdradziła go ta różowa plamka :)

Porównałam sobie jeszcze fotki obu moich unakitowych bransoletek:


Trochę inne, ale jednak podobne, zresztą tak właśnie miało przecież być.

W każdym razie, póki co, zieleni mam powyżej uszu...

Dziś z dziką satysfakcją zgarniałam zielone koraliki, każdy odcień do swojego słoiczka. Przestaną mi się wreszcie plątać po biurku!

Kolej na następne dłubanki, tym bardziej, że wykończyłam też białą bransoletkę.

Pokażę ją w następnym przystanku. Na razie tylko z lekka zanęcę kawałeczkiem fotki :)



Reszta niebawem :)

A ja tymczasem idę oglądać moje kamyki i myśleć który następny do oprawy. Kandydatów aż za dużo. Zobaczymy który się dopcha pierwszy na warsztat, czy też raczej na kafelek :)              

9.3.14

Przystanek dwieście czterdziesty siódmy


Z dobrych wieści to taka, że udało mi się zabrać  do mojego zielonego UFO-ka, ale że dopiero dziś mi się udało, to jeszcze go nie skończyłam.

Z dobrych to jeszcze taka, że jutro poniedziałek, a ja nie kwękam, bo z okazji oddania naszego leciwego autka na przegląd, biorę sobie dzień wolny i mam nadzieję że troszkę mi się uda przy koralikach pogrzebać.

Z dobrych to jeszcze i taka, że biała bransoletka, co nią zanęcałam ostatnio, jest już prawie, prawie skończona. Niestety okazało się, że żebym miała sto osiemdziesiąt pięć różnych rodzajów zapięć, a trochę ich mam naprawdę, to okaże się zawsze że jakiegoś mi brakuje. No i nie mogłam skończyć bransoletki, bo jedno jest za szerokie a inne za wąskie, a złote mam pasujące rozmiarem, ale nie pasuje mi kolorem, bo właśnie że chcę żeby było srebrne...

No i to właśnie była ta zła wiadomość, znaczy, że nie mam się czym pochwalić. Niczym skończonym. Ale za to w następnym przystanku może będą gotowe sztuki dwie ...

Tymczasem więc tylko zarzucę kamyczkiem, jako że odwiedziłam pierwszy raz od paru lat giełdę minerałów i rzecz jasna wydałam wszystko co miałam przy sobie i całe szczęście że nie miałam więcej...

Oto kilka z nabytych ostatnio, nie tylko na giełdzie, kamyczków.


Powyżej trzy piękne agaty, szmaragd i labradoryt, ten ostatni ma w sobie cudny labradorytowy złoty ogień, którego na tym zdjęciu nie widać, ale jak już coś z niego wydłubię, to postaram się na fotkach go pokazać.

Na dole szary plaster agatu, pasiasty jaspis picasso, równie pasiasty krzemień, czarny to chyba onyks, a w prawym górnym wiekowy skamienały robal czyli orthoceras.


A tu znowu plaster agatu, jaspis i bursztyn.



A tu na dole cudo nad cudami czyli rubin w fuchsycie.

Śliczny, prawda?



No i czy nie można stracić głowy dla tych kamulców???

Nie wszystkie pochodzą z giełdy, parę kupiłam w szeroko pojętej sieci :)

Nie wiem czy wiecie, ale nawet na facebooku można nabyć kamyki. Mnie w każdym razie się to udało już parę razy...

No to teraz trzymajcie kciuki żeby udało mi się znaleźć dla nich szybko wolną chwilkę.

Ehh, a tu najpierw trzeba skończyć zielonego ufoka... ehhh...





23.2.14

Przystanek dwieście czterdziesty szósty



O tym, co się dzieje z zamówioną zieloną bransoletką, nie pisnę ani słówka. No bo i nie ma o czym. 

Jak leżała, tak i leży.

Chyba będę musiała powziąć względem niej jakieś mocne postanowienie, bo delikatne próby mobilizacji jakoś nie działają. Ehh, nie lubię jak mi coś tak zalega, zwłaszcza że wiem że nie mam wyjścia i kiedyś ją wreszcie muszę dokończyć ... Wezmę się, słowo. Wezmę się. 

Eh, co to będzie za ulga, jak mi już ta zieleń kiedyś wreszcie zniknie z horyzontu!...

No ale wiadomo, serce nie sługa, więc najpierw musiałam skończyć te kafelkowe cuda. Wyszedł mi taki oto komplecik:



Jak skończyłam jeden, to się zaraz zabrałam za następny. 

A ponieważ odkryłam, że koniecznie potrzebuję czegoś nowego na szyję, a napatoczyły się takie fajne barwione korale z korala koloru niezbyt koralowego, ponawlekałam je sobie na sznureczek i mam. A przy okazji mam też na uszy.




Czasem fajnie zrobić sobie coś z niekoralików :)

Ale oczywiście z koralików też fajnie. Już jestem po uszy wciągnięta w nowe coś. Znaczy kolejna bransoletka to będzie. Zanęcę tylko kawałeczkiem, zresztą jej dużo więcej na razie nie ma.
Taka trochę wariacka będzie:



Techniki "freeform" zawsze mnie strasznie nęcą. Chyba po prostu lubię robić coś bez ładu i składu, bez podanego wzoru czy schematu. Tak jest w robótkach drutowo-szydełkowych, podobają mi się też patchworki w wersji crazy. Nie-crazy też mi się podobają, ale nie wiem czy kiedyś zdobędę się na tak wielką dawkę dyscypliny, żeby wykroić i pozszywać ze sobą dziesiątki jednakowych i równiutkich elemencików :)

No więc okazało się, że i w koralikach można trochę sobie poszaleć :) Co z tego wyjdzie, pewnie zobaczycie niebawem.


5.2.14

Przystanek dwieście czterdziesty piąty


A oto Bollywood w prawie całej krasie :)  






"Prawie",  bo, jak widać. brakuje jednego kolczyka. Koniecznie chciałam zrobić fotki za dnia (choć i tak wyszły mocno kiepskie), więc pstryknęłam nie skończony komplecik. Ale teraz mam już oba kolczyki, słowo :)

Nie muszę zapewne dodawać, że zielona bransoleta z serpentynitem leży odłogiem, a ja natychmiast po skończeniu Bollywoodowego kompletu zaczęłam oglądać swoje skarby w poszukiwaniu dalszego natchnienia ...

No i wpadłam w zachwyt nad kolorowymi czeskimi kafelkami:


Sami przyznacie, że da się wpaść w ten zachwyt, prawda ? No to wpadłam.

(Swoją drogą, czy to normalne w moim wieku wpadać w zachwyt nad koralikami, hm, nie wiem i chwilowo nie chcę dociekać ...)

W każdym razie, ta różowa mieszanka jest już w trakcie przybierania konkretnych kształtów.

A zielony serpentynit wzdycha żałośnie i czeka, czeka ...
Muszę się za niego wziąć. I jeszcze mam ze dwie takie inne robótki co to już powinny być zaraz gotowe. Ale póki co, siedzę w różowych kafelkach :)


27.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty czwarty "a" ;)


A, tak mne tylko podkusiło, żeby trzasnąć foteczkę dziś z rana i pokazać Wam w jakim kierunku idzie to moje szaleństwo...  Bollywood ?

To chyba taki zimowy głód prawdziwych kolorów...



W każdym razie im bardziej pada śnieg bim bom, tym bardziej mam chęć żeby było u mnie kolorowo.
Taki mój Puchatkowy sposób na zimę :)


26.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty czwarty


No kurczę, nie wiedzieć czemu, robota mi nie idzie. 
Właściwie to wiedzieć czemu. To paskudne zimisko wszystkiemu winne.
Wiem, wiem, wiosna blisko. Szkoda że jednak nie tak blisko jak bym chciała...

Zabrałam się za piękny kaboszon z serpentynitu, mam zrobić podobną do TEJ zieloną bransoletę, bo się spodobała i ma być taka druga. Podchodziłam do tej roboty jak do jeża, już chyba od dobrego miesiąca. Nie znoszę powielać czegoś co już kiedyś robiłam. No ale jak mus, to mus.


No i wreszcie. kiedy dobrałam sobie zielone koraliki, wszystko pięknie poukładałam,


nagle wpadł mi w oko różowy koralik ...

no i tak to się skończyło:


To znaczy to się jeszcze nie skończyło, choć dziś już mam dużo więcej niż na obrazku. Fotek nie zrobię, bo sobie już światło poszło, ale możecie sobie wyobrazić, że dużo się dzieje, oj dużo :)

Serpentynit se jeszcze poczeka, najpierw MUSZĘ skończyć to wariactwo. Jak skończę to, rzecz jasna, pokażę :)


18.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty trzeci


Zima to jednak zima. Nie będę udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wena poszła spać z niedźwiedziami, a i nawet drewniany młoteczek "do budzenia chęci" który kiedyś podarowała mi jedna z moich internetowych Sióstr Bliźniaczek, nie pomaga nic a nic.

Dobra, coś tam czasem próbuję strugać, ale zmarnowany czas można już spokojnie przeliczać na tysiące wanien. Wielka szkoda, że nie można tych wanien niewykorzystanych przechować gdzieś na później, oj szkoda.

Ostatnio udziergałam parę par kolczyków i pewnie jeszcze parę par udziergam. Wdzięczny temat, bo nieduży, można dłubnąć sobie parkę w tak zwanym międzyczasie, a ponieważ nie znoszę robić czegoś jednego z pary a po jego ukończeniu zaczynać od nowa, czyli robić drugiego do pary, opracowałam sobie metodę robienia dwóch naraz, tak jak robię z rękawami u swetrów czy skarpetami. A te kolczyki to takie są, wszystkie takie trochę na jedno kopytko:


Do tych jeszcze do kompletu dorobiłam przyczepiankę do szali. Komplecik już ma swojego ludzia i mam nadzieję że ludź go polubił.


A od tych właściwie zaczęłam.


A te obnaszam po świecie i bardzo mi się podobają na człowieku, a jeszcze mam chęć zrobić podobne, a większe.


No i tak jakoś nie mam z koralików nic więcej do pokazania, styczeń mi dmuchnął między palcami jak to zwykle u mnie bywa.

Ale za to, niespodziewanie dla samej siebie, skończyłam coś co miało być najpierw kamizelą, potem tuniką, a po upraniu mam prawdziwą kieckę :)


Fotka kiepska, ale musicie wierzyć, że włóczka jest śliczna, jedna z tych co mi zalegają i ocieplają od kilku lat ścianę w garderobie :)  A że mi musztardowy kolor od jakiegoś czasu nie dawał spokoju, to przypomniałam sobie o niej i MAM :)

Jak się komuś wyda, że golf jest trochę inny niż reszta, to będzie miał rację. musiałam włączyć inną wełenkę, bo mi tej zabrakło na golf, i choć na fotce ta różnica jest dość widoczna, to w realu wcale nie. W każdym razie ja nie widzę ;P

Aha, obiecałam poprzednio, że pokażę piękne kamulce, co mi w ręce ostatnio wpadły.

No to one:



Oczywiście wiadomo, że najbardziej się ślinię do tego pierwszego, to prześliczny podwójny kwarc solar, drugi to agat dendrytowy, a trzeci to malachit z pirytem.

Tym kwarcem to się tak zachwyciłam, że z wrażenia aż nie mogę się zdecydować jak się za niego zabrać. Pomysłów parę mam, ale póki co muszę czekać aż się "przegryzą"...

A tak w ogóle to kocham kamulce! Mam ich całą masę i mogłabym mieć jeszcze dużo więcej. Lubię je oglądać, czasem widzę oczami wyobraźni co bym chciała z nich zrobić, ale najczęściej po prostu cieszę się nimi jak dziecko :)

Dobra, tak samo mam przecież z włóczkami, koralikami i paroma innymi jeszcze rzeczami, których nie zamierzam tu wcale wymieniać. Kto wie o co chodzi, to więcej słów nie potrzebuje, co nie ? A kto nie wie,  no to trudno :P



Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu