Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Lubicie poniedziałki?

My z Aronem chyba niespecjalnie...  TUTAJ  dowiecie się dlaczego.



O moich pracowitych pieseczkach ...

Przeczytacie w nowej notce

Jak czworonogi Rucianki pomagają jej w remoncie?
Zobaczycie to na naszym blogu  :)



Notka o mieszaniu ...

Zapraszam do przeczytania nowej notki

i tylko we Lwowie ...

i to już nasza ostatnia wizyta we Lwowie, kto nie ma dość, zapraszam  :)




Ani słowa, czyli Ania do Ani :)

Tak jak obiecałam w ostatnim przystanku, daję znak życia :)

Wspólnie z Rucianką przywróciłyśmy do życia naszeblogowe pogaduszki .

Jeśli macie ochotę, to do nas zajrzyjcie, będzie nam naprawdę bardzo miło :)

Będzie u nas trochę o tym i o tamtym, a czasem zupełnie nie na temat, bo przecież tematów do rozmów nam od lat -dziestu nie brakuje, oj nie ...


Zapraszamy :)








Przystanek nieczynny

No i przyszła ta chwila, kiedy zdecydowałam się na zamknięcie przystanku. 
Nie chcę, żeby tak sobie wisiał smętnie z coraz starszą, osamotnioną ostatnią notką i żeby wyglądał na zapomniany przez właściciela blog. 
Ogłaszam więc wszem i wobec, że nie jest to blog zapomniany, bo będzie mi się fajnie wspominać moje przystankowe pisanie. Będę tu  na pewno zaglądać też po to, żeby podczytywać Wasze blogi. 
Zostawię tu też informację dla tych, którzy zechcą gdzieś tam w wirtualnej przestrzeni odnaleźć do mnie drogę, jak już pojawi się znowu we mnie potrzeba stworzenia jakiegoś mojego kolejnego miejsca w sieci.
Dziś czuję, że dłużej przystanku ciągnąć nie mogę, bez wchodzenia w psychoanalityczne rozważania powiedzmy oględnie, że jego dotychczasowa formuła się wzięła i wyczerpała :)
Zatem:

I proszę tu mi nie marudzić, że nie będziecie wiedzieć co się u mnie dzieje, bo kto naprawdę będzie chciał, to się dowie :)

Tymczasem zapraszam do zaglądania na FB, gdzie będę nadal pokazywać co tam nowego…

Rozdawajka zakończona!

Dziękuję Wam wszystkim za udział w tej rozdawajce. 
Losowania jednak nie będzie :)
Każda z Was dostanie to co jej się spodobało. Tak sobie wymyśliłam, żeby podziękować za Wasz udział w mojej zabawie, ale też za to że tu często do mnie zaglądałyście.
Tak więc dla Agnieszki i dla Kalliope kolczyki (nie, nie po jednym, każda z Was dostanie dwa, obiecuję) a do Rucianki i dla Małgohy pofruną agacikowe naszjniki.
Mocio.pl również dostanie, co zechce, konkrety sobie dogadamy :)
To cudowne rozmnożenie rozdawajkowych nagród  wymagać będzie jednak ode mnie chwilki czasu, wybaczycie mi, prawda? Ale adresy pocztowe możecie już mi przysyłać, mój mail znajduje się na pasku z prawej strony. 






Na przystanku rozdawajka, czyli candy w Anusinie

Z okazji dwustu pięćdziesięciu przystanków  dziś w Anusinie rozdawajka!
Prawdę mówiąc ta liczba mnie nieco przestraszyła, może już za dużo tego dobrego? Ta myśl kołacze się mi po głowie od jakiegoś czasu, kto wie, może dojrzeje...
Póki co, z okazji jubileuszowego przystankowego numeru, postanowiłam rozdać pośród moich czytelników trzy zrobione przeze mnie biżutki. 
Jeśli ktoś ma ochotę któryś z nich przygarnąć, niech weźmie udział w rozdawajce.
A do rozdania mam:
1. Kolczyki czarne ze złotymi elementami,  dla tych co lubią minimalistyczne :)

2. Bransoletkę w niezwykle soczystych wiosennych kolorkach,
dla tych co lubią odjazdowo :)


3. Wisior z agatu w brązach, dla tych co wolą nieco spokojniej :)






Aby wziąć udział w rozdawajce, w komentarzu pod tym postem napisz który przedmiot chciałabyś wylosować.

Czas na komentarze do końca piątku, 4 kwietnia. W sobotę podam wyniki.








Przystanek dwieście pięćdziesiąty

Zmiana tematu będzie dość drastyczna :) 
No cóż, nic nie poradzę, że oprócz koralików mam jeszcze kilka (?) innych pasji, zainteresowań, albo nazwijmy to prosto z mostu: wariactw :)
Najczęściej wariactwa te niosą ze sobą tendencję do gromadzenia różnych związanych z nimi przedmiotów. Inaczej rzecz ujmując: RUPIECI (nie bójmy się tego słowa).
Przedstawiam Wam mojego najnowszego rupiecia, choć słowo "nowego" z pewnością nie jest tu właściwe:





Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem jak stary jest, ale na pewno swoje latka ma.
Jak widać, brak mu dwóch najważniejszych części, pedału oraz szpuli, bez nich nie będzie już nigdy niestety pracował.

Ale nie mogłam do nie przygarnąć. Jest naprawdę prześliczny. To piękne koło jest z metalu, reszta drewniana, pięknie toczona. Szkoda że nie jest kompletny, bo z pewnością był prawdziwym cacuszkiem. Ale i tak nim jest.

Tak naprawdę wypatrzył go w sieci i zdobył dla mnie mój Szanowny Małżonek ©©©

A ja zawsze myślałam że ma powyżej uszu moich różnyc…

Przystanek dwieście czterdziesty dziewiąty

A tu wreszcie moje białe szaleństwo, czyli "lace crazy", ot tak ją sobie nazwałam :)


Biała Dama wydała się bardzo zadowolona, chyba jej pasuje do karnacji :)





Jak widać, miszmasz kompletny, bez ładu i składu. Bardzo mi odpowiada tego typu praca :D


Namęczyłam się trochę i napstrykałam, więc Wy się musicie trochę też namęczyć i naoglądać :)



Ostatnio wpadły mi w łapy takie śmieszne perły rzeczne w kształcie rozdeptanych mentosów, więc pewnie jeszcze z bielami i kremami nie skończyłam, bo już mi się do nich kleją łapki :)

Oraz też uprzejmie donoszę, że na kafelek wskoczył dziś nieoczekiwanie piegowaty jaspis zwany dalmatyńczykiem, i on będzie (być może) bohaterem następnego przystanku. O to i on:


No to do następnego :)

Przystanek dwieście czterdziesty ósmy

Uff, co za ulga! 
Skończyłam zielonego UFO-ka!
Biała dama mogła wreszcie dziś zapozować w nowym gadżeciku :)



Z tej radości napstrykałam sobie trochę fotek. 



Och, jak to dobrze odrobić zaległe lekcje...


Przy bliższym poznaniu kamyk okazał się być jaspisem unakitem, a nie serpentynitem.

Zdradziła go ta różowa plamka :)

Porównałam sobie jeszcze fotki obu moich unakitowych bransoletek:


Trochę inne, ale jednak podobne, zresztą tak właśnie miało przecież być.
W każdym razie, póki co, zieleni mam powyżej uszu...
Dziś z dziką satysfakcją zgarniałam zielone koraliki, każdy odcień do swojego słoiczka. Przestaną mi się wreszcie plątać po biurku!

Kolej na następne dłubanki, tym bardziej, że wykończyłam też białą bransoletkę.

Pokażę ją w następnym przystanku. Na razie tylko z lekka zanęcę kawałeczkiem fotki :)



Reszta niebawem :)

A ja tymczasem idę oglądać moje kamyki i myśleć który następny do oprawy. Kandydatów aż za dużo. Zobaczymy który się dopcha pierwszy na warsztat, czy też raczej na kafele…

Przystanek dwieście czterdziesty siódmy

Z dobrych wieści to taka, że udało mi się zabrać  do mojego zielonego UFO-ka, ale że dopiero dziś mi się udało, to jeszcze go nie skończyłam.

Z dobrych to jeszcze taka, że jutro poniedziałek, a ja nie kwękam, bo z okazji oddania naszego leciwego autka na przegląd, biorę sobie dzień wolny i mam nadzieję że troszkę mi się uda przy koralikach pogrzebać.

Z dobrych to jeszcze i taka, że biała bransoletka, co nią zanęcałam ostatnio, jest już prawie, prawie skończona. Niestety okazało się, że żebym miała sto osiemdziesiąt pięć różnych rodzajów zapięć, a trochę ich mam naprawdę, to okaże się zawsze że jakiegoś mi brakuje. No i nie mogłam skończyć bransoletki, bo jedno jest za szerokie a inne za wąskie, a złote mam pasujące rozmiarem, ale nie pasuje mi kolorem, bo właśnie że chcę żeby było srebrne...

No i to właśnie była ta zła wiadomość, znaczy, że nie mam się czym pochwalić. Niczym skończonym. Ale za to w następnym przystanku może będą gotowe sztuki dwie ...

Tymczasem więc tylko zarzucę kam…

Przystanek dwieście czterdziesty szósty

O tym, co się dzieje z zamówioną zieloną bransoletką, nie pisnę ani słówka. No bo i nie ma o czym. 
Jak leżała, tak i leży.
Chyba będę musiała powziąć względem niej jakieś mocne postanowienie, bo delikatne próby mobilizacji jakoś nie działają. Ehh, nie lubię jak mi coś tak zalega, zwłaszcza że wiem że nie mam wyjścia i kiedyś ją wreszcie muszę dokończyć ... Wezmę się, słowo. Wezmę się. 
Eh, co to będzie za ulga, jak mi już ta zieleń kiedyś wreszcie zniknie z horyzontu!...
No ale wiadomo, serce nie sługa, więc najpierw musiałam skończyć te kafelkowe cuda. Wyszedł mi taki oto komplecik:


Jak skończyłam jeden, to się zaraz zabrałam za następny. 
A ponieważ odkryłam, że koniecznie potrzebuję czegoś nowego na szyję, a napatoczyły się takie fajne barwione korale z korala koloru niezbyt koralowego, ponawlekałam je sobie na sznureczek i mam. A przy okazji mam też na uszy.



Czasem fajnie zrobić sobie coś z niekoralików :)
Ale oczywiście z koralików też fajnie. Już jestem po uszy wciągnięta w no…

Przystanek dwieście czterdziesty piąty

A oto Bollywood w prawie całej krasie :)  





"Prawie",  bo, jak widać. brakuje jednego kolczyka. Koniecznie chciałam zrobić fotki za dnia (choć i tak wyszły mocno kiepskie), więc pstryknęłam nie skończony komplecik. Ale teraz mam już oba kolczyki, słowo :)

Nie muszę zapewne dodawać, że zielona bransoleta z serpentynitem leży odłogiem, a ja natychmiast po skończeniu Bollywoodowego kompletu zaczęłam oglądać swoje skarby w poszukiwaniu dalszego natchnienia ...

No i wpadłam w zachwyt nad kolorowymi czeskimi kafelkami:


Sami przyznacie, że da się wpaść w ten zachwyt, prawda ? No to wpadłam.

(Swoją drogą, czy to normalne w moim wieku wpadać w zachwyt nad koralikami, hm, nie wiem i chwilowo nie chcę dociekać ...)

W każdym razie, ta różowa mieszanka jest już w trakcie przybierania konkretnych kształtów.

A zielony serpentynit wzdycha żałośnie i czeka, czeka ...
Muszę się za niego wziąć. I jeszcze mam ze dwie takie inne robótki co to już powinny być zaraz gotowe. Ale póki co, siedzę w r…

Przystanek dwieście czterdziesty czwarty "a" ;)

A, tak mne tylko podkusiło, żeby trzasnąć foteczkę dziś z rana i pokazać Wam w jakim kierunku idzie to moje szaleństwo...  Bollywood ?
To chyba taki zimowy głód prawdziwych kolorów...


W każdym razie im bardziej pada śnieg bim bom, tym bardziej mam chęć żeby było u mnie kolorowo.
Taki mój Puchatkowy sposób na zimę :)


Przystanek dwieście czterdziesty czwarty

No kurczę, nie wiedzieć czemu, robota mi nie idzie.  Właściwie to wiedzieć czemu. To paskudne zimisko wszystkiemu winne. Wiem, wiem, wiosna blisko. Szkoda że jednak nie tak blisko jak bym chciała...
Zabrałam się za piękny kaboszon z serpentynitu, mam zrobić podobną do TEJ zieloną bransoletę, bo się spodobała i ma być taka druga. Podchodziłam do tej roboty jak do jeża, już chyba od dobrego miesiąca. Nie znoszę powielać czegoś co już kiedyś robiłam. No ale jak mus, to mus.

No i wreszcie. kiedy dobrałam sobie zielone koraliki, wszystko pięknie poukładałam,


nagle wpadł mi w oko różowy koralik ...

no i tak to się skończyło:


To znaczy to się jeszcze nie skończyło, choć dziś już mam dużo więcej niż na obrazku. Fotek nie zrobię, bo sobie już światło poszło, ale możecie sobie wyobrazić, że dużo się dzieje, oj dużo :)

Serpentynit se jeszcze poczeka, najpierw MUSZĘ skończyć to wariactwo. Jak skończę to, rzecz jasna, pokażę :)


Przystanek dwieście czterdziesty trzeci

Zima to jednak zima. Nie będę udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wena poszła spać z niedźwiedziami, a i nawet drewniany młoteczek "do budzenia chęci" który kiedyś podarowała mi jedna z moich internetowych Sióstr Bliźniaczek, nie pomaga nic a nic.
Dobra, coś tam czasem próbuję strugać, ale zmarnowany czas można już spokojnie przeliczać na tysiące wanien. Wielka szkoda, że nie można tych wanien niewykorzystanych przechować gdzieś na później, oj szkoda.
Ostatnio udziergałam parę par kolczyków i pewnie jeszcze parę par udziergam. Wdzięczny temat, bo nieduży, można dłubnąć sobie parkę w tak zwanym międzyczasie, a ponieważ nie znoszę robić czegoś jednego z pary a po jego ukończeniu zaczynać od nowa, czyli robić drugiego do pary, opracowałam sobie metodę robienia dwóch naraz, tak jak robię z rękawami u swetrów czy skarpetami. A te kolczyki to takie są, wszystkie takie trochę na jedno kopytko:

Do tych jeszcze do kompletu dorobiłam przyczepiankę do szali. Komplecik już ma sw…