Przystanek dwieście czterdziesty piąty


A oto Bollywood w prawie całej krasie :)  






"Prawie",  bo, jak widać. brakuje jednego kolczyka. Koniecznie chciałam zrobić fotki za dnia (choć i tak wyszły mocno kiepskie), więc pstryknęłam nie skończony komplecik. Ale teraz mam już oba kolczyki, słowo :)

Nie muszę zapewne dodawać, że zielona bransoleta z serpentynitem leży odłogiem, a ja natychmiast po skończeniu Bollywoodowego kompletu zaczęłam oglądać swoje skarby w poszukiwaniu dalszego natchnienia ...

No i wpadłam w zachwyt nad kolorowymi czeskimi kafelkami:


Sami przyznacie, że da się wpaść w ten zachwyt, prawda ? No to wpadłam.

(Swoją drogą, czy to normalne w moim wieku wpadać w zachwyt nad koralikami, hm, nie wiem i chwilowo nie chcę dociekać ...)

W każdym razie, ta różowa mieszanka jest już w trakcie przybierania konkretnych kształtów.

A zielony serpentynit wzdycha żałośnie i czeka, czeka ...
Muszę się za niego wziąć. I jeszcze mam ze dwie takie inne robótki co to już powinny być zaraz gotowe. Ale póki co, siedzę w różowych kafelkach :)


Komentarze

  1. Aniu, po kolei:))
    Bollywood to super komplet:))
    Kafeleczki bardzo ciekawe , w zachwyt wpadaj, bo to niegroźny nałóg;)))
    Niezależnie od wieku, co to nic do rzeczy nie ma, albo wręcz odwrotnie- ma- !!!
    a jakże, z wiekiem dostrzegamy piękno tam, gdzie innie jeszcze go nie widzą;))
    Kolorowe, serdeczne myśli do Ciebie posyłam:)
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Krysiu, masz całkowitą rację! I dobrze, że jest nas więcej na tym świecie :)
      Dziękuję że do mnie zaglądasz i dzięki za miłe słowo...

      Usuń

Prześlij komentarz