9.3.14

Przystanek dwieście czterdziesty siódmy


Z dobrych wieści to taka, że udało mi się zabrać  do mojego zielonego UFO-ka, ale że dopiero dziś mi się udało, to jeszcze go nie skończyłam.

Z dobrych to jeszcze taka, że jutro poniedziałek, a ja nie kwękam, bo z okazji oddania naszego leciwego autka na przegląd, biorę sobie dzień wolny i mam nadzieję że troszkę mi się uda przy koralikach pogrzebać.

Z dobrych to jeszcze i taka, że biała bransoletka, co nią zanęcałam ostatnio, jest już prawie, prawie skończona. Niestety okazało się, że żebym miała sto osiemdziesiąt pięć różnych rodzajów zapięć, a trochę ich mam naprawdę, to okaże się zawsze że jakiegoś mi brakuje. No i nie mogłam skończyć bransoletki, bo jedno jest za szerokie a inne za wąskie, a złote mam pasujące rozmiarem, ale nie pasuje mi kolorem, bo właśnie że chcę żeby było srebrne...

No i to właśnie była ta zła wiadomość, znaczy, że nie mam się czym pochwalić. Niczym skończonym. Ale za to w następnym przystanku może będą gotowe sztuki dwie ...

Tymczasem więc tylko zarzucę kamyczkiem, jako że odwiedziłam pierwszy raz od paru lat giełdę minerałów i rzecz jasna wydałam wszystko co miałam przy sobie i całe szczęście że nie miałam więcej...

Oto kilka z nabytych ostatnio, nie tylko na giełdzie, kamyczków.


Powyżej trzy piękne agaty, szmaragd i labradoryt, ten ostatni ma w sobie cudny labradorytowy złoty ogień, którego na tym zdjęciu nie widać, ale jak już coś z niego wydłubię, to postaram się na fotkach go pokazać.

Na dole szary plaster agatu, pasiasty jaspis picasso, równie pasiasty krzemień, czarny to chyba onyks, a w prawym górnym wiekowy skamienały robal czyli orthoceras.


A tu znowu plaster agatu, jaspis i bursztyn.



A tu na dole cudo nad cudami czyli rubin w fuchsycie.

Śliczny, prawda?



No i czy nie można stracić głowy dla tych kamulców???

Nie wszystkie pochodzą z giełdy, parę kupiłam w szeroko pojętej sieci :)

Nie wiem czy wiecie, ale nawet na facebooku można nabyć kamyki. Mnie w każdym razie się to udało już parę razy...

No to teraz trzymajcie kciuki żeby udało mi się znaleźć dla nich szybko wolną chwilkę.

Ehh, a tu najpierw trzeba skończyć zielonego ufoka... ehhh...





6 komentarzy:

  1. Jak jadę na giełdę, to też wychodzę wypatroszona. Dlatego do portfela wkładam zawsze określoną sumę.
    Podobny rubin kupiłam kilka lat temu w wrocławskim sklepie Muzeum Mineralogicznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, określona suma w kieszeni i wmówić sobie że w pobliżu NA PEWNO nie ma bankomatu ...
      :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wiedziałam co powiesz :) :) :)

      Usuń
    2. no bo jak nie mozna pasc na kolanka przed takimi cudenkami...

      Usuń
  3. ojojoj!:)
    Ależ się pracowicie zapowiada i kolorow:)
    Robala bym nie założyła nigdy w życiu.....bo mam wrażenie, ze zaraz sie ożywi....;(
    A nie jestem z tych lękliwych:)
    Ale ten ostatni rubin, przepięknisty!
    Dawno mnie nie było u CiebieiAniu a tyle się dzieje:)
    Pozdrawiam wiosennie...la...la...la;)

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu