Przystanek dwieście czterdziesty dziewiąty


A tu wreszcie moje białe szaleństwo, czyli "lace crazy", ot tak ją sobie nazwałam :)



Biała Dama wydała się bardzo zadowolona, chyba jej pasuje do karnacji :)






Jak widać, miszmasz kompletny, bez ładu i składu. Bardzo mi odpowiada tego typu praca :D


Namęczyłam się trochę i napstrykałam, więc Wy się musicie trochę też namęczyć i naoglądać :)



Ostatnio wpadły mi w łapy takie śmieszne perły rzeczne w kształcie rozdeptanych mentosów, więc pewnie jeszcze z bielami i kremami nie skończyłam, bo już mi się do nich kleją łapki :)

Oraz też uprzejmie donoszę, że na kafelek wskoczył dziś nieoczekiwanie piegowaty jaspis zwany dalmatyńczykiem, i on będzie (być może) bohaterem następnego przystanku. O to i on:


No to do następnego :)

Komentarze

Prześlij komentarz