27.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty czwarty "a" ;)


A, tak mne tylko podkusiło, żeby trzasnąć foteczkę dziś z rana i pokazać Wam w jakim kierunku idzie to moje szaleństwo...  Bollywood ?

To chyba taki zimowy głód prawdziwych kolorów...



W każdym razie im bardziej pada śnieg bim bom, tym bardziej mam chęć żeby było u mnie kolorowo.
Taki mój Puchatkowy sposób na zimę :)


26.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty czwarty


No kurczę, nie wiedzieć czemu, robota mi nie idzie. 
Właściwie to wiedzieć czemu. To paskudne zimisko wszystkiemu winne.
Wiem, wiem, wiosna blisko. Szkoda że jednak nie tak blisko jak bym chciała...

Zabrałam się za piękny kaboszon z serpentynitu, mam zrobić podobną do TEJ zieloną bransoletę, bo się spodobała i ma być taka druga. Podchodziłam do tej roboty jak do jeża, już chyba od dobrego miesiąca. Nie znoszę powielać czegoś co już kiedyś robiłam. No ale jak mus, to mus.


No i wreszcie. kiedy dobrałam sobie zielone koraliki, wszystko pięknie poukładałam,


nagle wpadł mi w oko różowy koralik ...

no i tak to się skończyło:


To znaczy to się jeszcze nie skończyło, choć dziś już mam dużo więcej niż na obrazku. Fotek nie zrobię, bo sobie już światło poszło, ale możecie sobie wyobrazić, że dużo się dzieje, oj dużo :)

Serpentynit se jeszcze poczeka, najpierw MUSZĘ skończyć to wariactwo. Jak skończę to, rzecz jasna, pokażę :)


18.1.14

Przystanek dwieście czterdziesty trzeci


Zima to jednak zima. Nie będę udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wena poszła spać z niedźwiedziami, a i nawet drewniany młoteczek "do budzenia chęci" który kiedyś podarowała mi jedna z moich internetowych Sióstr Bliźniaczek, nie pomaga nic a nic.

Dobra, coś tam czasem próbuję strugać, ale zmarnowany czas można już spokojnie przeliczać na tysiące wanien. Wielka szkoda, że nie można tych wanien niewykorzystanych przechować gdzieś na później, oj szkoda.

Ostatnio udziergałam parę par kolczyków i pewnie jeszcze parę par udziergam. Wdzięczny temat, bo nieduży, można dłubnąć sobie parkę w tak zwanym międzyczasie, a ponieważ nie znoszę robić czegoś jednego z pary a po jego ukończeniu zaczynać od nowa, czyli robić drugiego do pary, opracowałam sobie metodę robienia dwóch naraz, tak jak robię z rękawami u swetrów czy skarpetami. A te kolczyki to takie są, wszystkie takie trochę na jedno kopytko:


Do tych jeszcze do kompletu dorobiłam przyczepiankę do szali. Komplecik już ma swojego ludzia i mam nadzieję że ludź go polubił.


A od tych właściwie zaczęłam.


A te obnaszam po świecie i bardzo mi się podobają na człowieku, a jeszcze mam chęć zrobić podobne, a większe.


No i tak jakoś nie mam z koralików nic więcej do pokazania, styczeń mi dmuchnął między palcami jak to zwykle u mnie bywa.

Ale za to, niespodziewanie dla samej siebie, skończyłam coś co miało być najpierw kamizelą, potem tuniką, a po upraniu mam prawdziwą kieckę :)


Fotka kiepska, ale musicie wierzyć, że włóczka jest śliczna, jedna z tych co mi zalegają i ocieplają od kilku lat ścianę w garderobie :)  A że mi musztardowy kolor od jakiegoś czasu nie dawał spokoju, to przypomniałam sobie o niej i MAM :)

Jak się komuś wyda, że golf jest trochę inny niż reszta, to będzie miał rację. musiałam włączyć inną wełenkę, bo mi tej zabrakło na golf, i choć na fotce ta różnica jest dość widoczna, to w realu wcale nie. W każdym razie ja nie widzę ;P

Aha, obiecałam poprzednio, że pokażę piękne kamulce, co mi w ręce ostatnio wpadły.

No to one:



Oczywiście wiadomo, że najbardziej się ślinię do tego pierwszego, to prześliczny podwójny kwarc solar, drugi to agat dendrytowy, a trzeci to malachit z pirytem.

Tym kwarcem to się tak zachwyciłam, że z wrażenia aż nie mogę się zdecydować jak się za niego zabrać. Pomysłów parę mam, ale póki co muszę czekać aż się "przegryzą"...

A tak w ogóle to kocham kamulce! Mam ich całą masę i mogłabym mieć jeszcze dużo więcej. Lubię je oglądać, czasem widzę oczami wyobraźni co bym chciała z nich zrobić, ale najczęściej po prostu cieszę się nimi jak dziecko :)

Dobra, tak samo mam przecież z włóczkami, koralikami i paroma innymi jeszcze rzeczami, których nie zamierzam tu wcale wymieniać. Kto wie o co chodzi, to więcej słów nie potrzebuje, co nie ? A kto nie wie,  no to trudno :P



Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu