Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2014

Na przystanku rozdawajka, czyli candy w Anusinie

Z okazji dwustu pięćdziesięciu przystanków  dziś w Anusinie rozdawajka!
Prawdę mówiąc ta liczba mnie nieco przestraszyła, może już za dużo tego dobrego? Ta myśl kołacze się mi po głowie od jakiegoś czasu, kto wie, może dojrzeje...
Póki co, z okazji jubileuszowego przystankowego numeru, postanowiłam rozdać pośród moich czytelników trzy zrobione przeze mnie biżutki. 
Jeśli ktoś ma ochotę któryś z nich przygarnąć, niech weźmie udział w rozdawajce.
A do rozdania mam:
1. Kolczyki czarne ze złotymi elementami,  dla tych co lubią minimalistyczne :)

2. Bransoletkę w niezwykle soczystych wiosennych kolorkach,
dla tych co lubią odjazdowo :)


3. Wisior z agatu w brązach, dla tych co wolą nieco spokojniej :)






Aby wziąć udział w rozdawajce, w komentarzu pod tym postem napisz który przedmiot chciałabyś wylosować.

Czas na komentarze do końca piątku, 4 kwietnia. W sobotę podam wyniki.








Przystanek dwieście pięćdziesiąty

Zmiana tematu będzie dość drastyczna :) 
No cóż, nic nie poradzę, że oprócz koralików mam jeszcze kilka (?) innych pasji, zainteresowań, albo nazwijmy to prosto z mostu: wariactw :)
Najczęściej wariactwa te niosą ze sobą tendencję do gromadzenia różnych związanych z nimi przedmiotów. Inaczej rzecz ujmując: RUPIECI (nie bójmy się tego słowa).
Przedstawiam Wam mojego najnowszego rupiecia, choć słowo "nowego" z pewnością nie jest tu właściwe:





Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem jak stary jest, ale na pewno swoje latka ma.
Jak widać, brak mu dwóch najważniejszych części, pedału oraz szpuli, bez nich nie będzie już nigdy niestety pracował.

Ale nie mogłam do nie przygarnąć. Jest naprawdę prześliczny. To piękne koło jest z metalu, reszta drewniana, pięknie toczona. Szkoda że nie jest kompletny, bo z pewnością był prawdziwym cacuszkiem. Ale i tak nim jest.

Tak naprawdę wypatrzył go w sieci i zdobył dla mnie mój Szanowny Małżonek ©©©

A ja zawsze myślałam że ma powyżej uszu moich różnyc…

Przystanek dwieście czterdziesty dziewiąty

A tu wreszcie moje białe szaleństwo, czyli "lace crazy", ot tak ją sobie nazwałam :)


Biała Dama wydała się bardzo zadowolona, chyba jej pasuje do karnacji :)





Jak widać, miszmasz kompletny, bez ładu i składu. Bardzo mi odpowiada tego typu praca :D


Namęczyłam się trochę i napstrykałam, więc Wy się musicie trochę też namęczyć i naoglądać :)



Ostatnio wpadły mi w łapy takie śmieszne perły rzeczne w kształcie rozdeptanych mentosów, więc pewnie jeszcze z bielami i kremami nie skończyłam, bo już mi się do nich kleją łapki :)

Oraz też uprzejmie donoszę, że na kafelek wskoczył dziś nieoczekiwanie piegowaty jaspis zwany dalmatyńczykiem, i on będzie (być może) bohaterem następnego przystanku. O to i on:


No to do następnego :)

Przystanek dwieście czterdziesty ósmy

Uff, co za ulga! 
Skończyłam zielonego UFO-ka!
Biała dama mogła wreszcie dziś zapozować w nowym gadżeciku :)



Z tej radości napstrykałam sobie trochę fotek. 



Och, jak to dobrze odrobić zaległe lekcje...


Przy bliższym poznaniu kamyk okazał się być jaspisem unakitem, a nie serpentynitem.

Zdradziła go ta różowa plamka :)

Porównałam sobie jeszcze fotki obu moich unakitowych bransoletek:


Trochę inne, ale jednak podobne, zresztą tak właśnie miało przecież być.
W każdym razie, póki co, zieleni mam powyżej uszu...
Dziś z dziką satysfakcją zgarniałam zielone koraliki, każdy odcień do swojego słoiczka. Przestaną mi się wreszcie plątać po biurku!

Kolej na następne dłubanki, tym bardziej, że wykończyłam też białą bransoletkę.

Pokażę ją w następnym przystanku. Na razie tylko z lekka zanęcę kawałeczkiem fotki :)



Reszta niebawem :)

A ja tymczasem idę oglądać moje kamyki i myśleć który następny do oprawy. Kandydatów aż za dużo. Zobaczymy który się dopcha pierwszy na warsztat, czy też raczej na kafele…

Przystanek dwieście czterdziesty siódmy

Z dobrych wieści to taka, że udało mi się zabrać  do mojego zielonego UFO-ka, ale że dopiero dziś mi się udało, to jeszcze go nie skończyłam.

Z dobrych to jeszcze taka, że jutro poniedziałek, a ja nie kwękam, bo z okazji oddania naszego leciwego autka na przegląd, biorę sobie dzień wolny i mam nadzieję że troszkę mi się uda przy koralikach pogrzebać.

Z dobrych to jeszcze i taka, że biała bransoletka, co nią zanęcałam ostatnio, jest już prawie, prawie skończona. Niestety okazało się, że żebym miała sto osiemdziesiąt pięć różnych rodzajów zapięć, a trochę ich mam naprawdę, to okaże się zawsze że jakiegoś mi brakuje. No i nie mogłam skończyć bransoletki, bo jedno jest za szerokie a inne za wąskie, a złote mam pasujące rozmiarem, ale nie pasuje mi kolorem, bo właśnie że chcę żeby było srebrne...

No i to właśnie była ta zła wiadomość, znaczy, że nie mam się czym pochwalić. Niczym skończonym. Ale za to w następnym przystanku może będą gotowe sztuki dwie ...

Tymczasem więc tylko zarzucę kam…