30.3.14

Na przystanku rozdawajka, czyli candy w Anusinie




Z okazji dwustu pięćdziesięciu przystanków 
dziś w Anusinie rozdawajka!

Prawdę mówiąc ta liczba mnie nieco przestraszyła, może już za dużo tego dobrego? Ta myśl kołacze się mi po głowie od jakiegoś czasu, kto wie, może dojrzeje...

Póki co, z okazji jubileuszowego przystankowego numeru, postanowiłam rozdać pośród moich czytelników trzy zrobione przeze mnie biżutki. 

Jeśli ktoś ma ochotę któryś z nich przygarnąć, niech weźmie udział w rozdawajce.

A do rozdania mam:

1. Kolczyki czarne ze złotymi elementami, 
dla tych co lubią minimalistyczne :)


2. Bransoletkę w niezwykle soczystych wiosennych kolorkach,
dla tych co lubią odjazdowo :)


3. Wisior z agatu w brązach, dla tych co wolą nieco spokojniej :)






Aby wziąć udział w rozdawajce, w komentarzu pod tym postem napisz który przedmiot chciałabyś wylosować.

Czas na komentarze do końca piątku, 4 kwietnia. W sobotę podam wyniki.








23.3.14

Przystanek dwieście pięćdziesiąty


Zmiana tematu będzie dość drastyczna :) 

No cóż, nic nie poradzę, że oprócz koralików mam jeszcze kilka (?) innych pasji, zainteresowań, albo nazwijmy to prosto z mostu: wariactw :)

Najczęściej wariactwa te niosą ze sobą tendencję do gromadzenia różnych związanych z nimi przedmiotów. Inaczej rzecz ujmując: RUPIECI (nie bójmy się tego słowa).

Przedstawiam Wam mojego najnowszego rupiecia, choć słowo "nowego" z pewnością nie jest tu właściwe:






Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem jak stary jest, ale na pewno swoje latka ma.
Jak widać, brak mu dwóch najważniejszych części, pedału oraz szpuli, bez nich nie będzie już nigdy niestety pracował.

Ale nie mogłam do nie przygarnąć. Jest naprawdę prześliczny. To piękne koło jest z metalu, reszta drewniana, pięknie toczona. Szkoda że nie jest kompletny, bo z pewnością był prawdziwym cacuszkiem. Ale i tak nim jest.

Tak naprawdę wypatrzył go w sieci i zdobył dla mnie mój Szanowny Małżonek ©©©

A ja zawsze myślałam że ma powyżej uszu moich różnych pasji, a tej zachłanności w gromadzeniu rupieci to już z pewnością.

Hmmm... Czyżby jednak nie ?...   :)

Kołowrotek dołączył do dwóch innych staruszków z mojej kolekcji. Czyżby to już była kolekcja?...





16.3.14

Przystanek dwieście czterdziesty dziewiąty


A tu wreszcie moje białe szaleństwo, czyli "lace crazy", ot tak ją sobie nazwałam :)



Biała Dama wydała się bardzo zadowolona, chyba jej pasuje do karnacji :)






Jak widać, miszmasz kompletny, bez ładu i składu. Bardzo mi odpowiada tego typu praca :D


Namęczyłam się trochę i napstrykałam, więc Wy się musicie trochę też namęczyć i naoglądać :)



Ostatnio wpadły mi w łapy takie śmieszne perły rzeczne w kształcie rozdeptanych mentosów, więc pewnie jeszcze z bielami i kremami nie skończyłam, bo już mi się do nich kleją łapki :)

Oraz też uprzejmie donoszę, że na kafelek wskoczył dziś nieoczekiwanie piegowaty jaspis zwany dalmatyńczykiem, i on będzie (być może) bohaterem następnego przystanku. O to i on:


No to do następnego :)

Przystanek dwieście czterdziesty ósmy



Uff, co za ulga! 

Skończyłam zielonego UFO-ka!

Biała dama mogła wreszcie dziś zapozować w nowym gadżeciku :)




Z tej radości napstrykałam sobie trochę fotek. 




Och, jak to dobrze odrobić zaległe lekcje...



Przy bliższym poznaniu kamyk okazał się być jaspisem unakitem, a nie serpentynitem.

Zdradziła go ta różowa plamka :)

Porównałam sobie jeszcze fotki obu moich unakitowych bransoletek:


Trochę inne, ale jednak podobne, zresztą tak właśnie miało przecież być.

W każdym razie, póki co, zieleni mam powyżej uszu...

Dziś z dziką satysfakcją zgarniałam zielone koraliki, każdy odcień do swojego słoiczka. Przestaną mi się wreszcie plątać po biurku!

Kolej na następne dłubanki, tym bardziej, że wykończyłam też białą bransoletkę.

Pokażę ją w następnym przystanku. Na razie tylko z lekka zanęcę kawałeczkiem fotki :)



Reszta niebawem :)

A ja tymczasem idę oglądać moje kamyki i myśleć który następny do oprawy. Kandydatów aż za dużo. Zobaczymy który się dopcha pierwszy na warsztat, czy też raczej na kafelek :)              

9.3.14

Przystanek dwieście czterdziesty siódmy


Z dobrych wieści to taka, że udało mi się zabrać  do mojego zielonego UFO-ka, ale że dopiero dziś mi się udało, to jeszcze go nie skończyłam.

Z dobrych to jeszcze taka, że jutro poniedziałek, a ja nie kwękam, bo z okazji oddania naszego leciwego autka na przegląd, biorę sobie dzień wolny i mam nadzieję że troszkę mi się uda przy koralikach pogrzebać.

Z dobrych to jeszcze i taka, że biała bransoletka, co nią zanęcałam ostatnio, jest już prawie, prawie skończona. Niestety okazało się, że żebym miała sto osiemdziesiąt pięć różnych rodzajów zapięć, a trochę ich mam naprawdę, to okaże się zawsze że jakiegoś mi brakuje. No i nie mogłam skończyć bransoletki, bo jedno jest za szerokie a inne za wąskie, a złote mam pasujące rozmiarem, ale nie pasuje mi kolorem, bo właśnie że chcę żeby było srebrne...

No i to właśnie była ta zła wiadomość, znaczy, że nie mam się czym pochwalić. Niczym skończonym. Ale za to w następnym przystanku może będą gotowe sztuki dwie ...

Tymczasem więc tylko zarzucę kamyczkiem, jako że odwiedziłam pierwszy raz od paru lat giełdę minerałów i rzecz jasna wydałam wszystko co miałam przy sobie i całe szczęście że nie miałam więcej...

Oto kilka z nabytych ostatnio, nie tylko na giełdzie, kamyczków.


Powyżej trzy piękne agaty, szmaragd i labradoryt, ten ostatni ma w sobie cudny labradorytowy złoty ogień, którego na tym zdjęciu nie widać, ale jak już coś z niego wydłubię, to postaram się na fotkach go pokazać.

Na dole szary plaster agatu, pasiasty jaspis picasso, równie pasiasty krzemień, czarny to chyba onyks, a w prawym górnym wiekowy skamienały robal czyli orthoceras.


A tu znowu plaster agatu, jaspis i bursztyn.



A tu na dole cudo nad cudami czyli rubin w fuchsycie.

Śliczny, prawda?



No i czy nie można stracić głowy dla tych kamulców???

Nie wszystkie pochodzą z giełdy, parę kupiłam w szeroko pojętej sieci :)

Nie wiem czy wiecie, ale nawet na facebooku można nabyć kamyki. Mnie w każdym razie się to udało już parę razy...

No to teraz trzymajcie kciuki żeby udało mi się znaleźć dla nich szybko wolną chwilkę.

Ehh, a tu najpierw trzeba skończyć zielonego ufoka... ehhh...